Przejdź do głównej zawartości

"Jak zostałem bażantem" Rafał Socha

Wojsko to nie moja bajka. Sprawy militarne nigdy jakoś specjalnie mnie nie interesowały. No dobrze, w ogóle mnie nie interesowały. A jednak wbrew wszelkim przeciwwskazaniom, że nie jest to książka dla mnie, skusiłam się na „Jak zostałem bażantem”. I nie żałuję.

Zapytacie, kim jest „bażant”. Jeśli masz ponad trzydziestkę i jesteś facetem, pewnie to wiesz. Jeśli jesteś młodszy – mogłeś nim zostać, gdybyś urodził się kilka lat wcześniej. Panie wiedzieć nie muszą, bo i skąd. Sama też zostałam oświecona dopiero przez opis na okładce. Tytułowy barwny ptaszek to ni mniej, ni więcej tylko absolwent wyższej uczelni, który odbywał obowiązkowe przeszkolenie wojskowe. 


Takim właśnie bażantem jest główny bohater i narrator powieści, o wiele mówiącym nazwisku Konrad Wallenrod (zbieżność z wiadomym bohaterem zamierzona). Jego historia podzielona została na dwie części. W pierwszej poznajemy realia życia w Szkole Podchorążych Rezerwy (której to skrót nie bez przyczyny nawet niektórzy z jej wykładowców rozwijają jako Spierdolone Pół Roku), typowy dzień zwykłego żołnierza, wypełniony od góry do dołu rozkazami i próbami złamania go. W drugiej fabuła skupia się głównie wokół pewnej akcji zbrojnej, przeprowadzonej podczas pobytu Konrada w jednostce liniowej, w której udział biorą żołnierze oraz… dresiarze z pobliskiej siłowni.

Chociaż ogólny zarys fabuły nie brzmi może szczególnie zachęcająco, książkę czyta się naprawdę świetnie. Autor wypełnił swoją opowieść absurdem i groteską, idealnie współgrającymi z realiami polskiej armii, poczynając od apeli i sposobu prowadzenia ćwiczeń, a na typowo żołnierskich żartach kończąc. Powieść można by potraktować jako jeden wielki żart, gdyby nie fakt, że spod otoczki farsy przebija raczej smętny obraz tego, co dzieje się, a przynajmniej działo się z młodymi ludźmi poddawanymi obowiązkowemu szkoleniu. 

Właściwie jedyne zastrzeżenia, jakie mam do książki, dotyczą jej wydania. Okładka niekoniecznie współgra z treścią, mimo niewątpliwie żołnierskiego ducha znajdującego się na niej mężczyzny. To jednak można wybaczyć, wszak (podobno) nie powinno się oceniać książki po tym, co grafik miał na myśli. Większym problemem jest tragicznie małe marginesy, zwłaszcza te wewnętrzne – aby wyraźnie było widać tekst, książkę trzeba na siłę szeroko otwierać, co nie wychodzi jej na dobre, a poza tym jest zwyczajnie męczące. Nie wygląda to też zbyt estetycznie.

Biorąc pod uwagę tematykę i styl autora, wierzę, że „Jak zostałem bażantem” spodoba się każdemu facetowi. Po jej przeczytaniu jestem równie mocno przekonana, że wojsko to nie tylko męska sprawa, więc i nasza płeć piękna i powabna może dla rozrywki sięgać po takie lektury. I wzdychać z ulgą, że nas na szczęście życie w TAKICH koszarach nie czeka.

Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję jej Autorowi.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.