Przejdź do głównej zawartości

"Piąta fala" Rick Yancey

Piąta fala, Rick Yancey
Otwarte, 2013
Ludzie od lat próbowali wyobrazić sobie pierwszy kontakt z przybyszami z kosmosu. Czy miała to być przyjacielska wymiana uprzejmości, czy raczej wizja z „Dnia Niepodległości”, tego nie wiedział nikt. Do czasu. 

Gdy na niebie pojawił się olbrzymi statek-matka, okazało się, że obcym nie zależy na żadnym kontakcie, a na całkowitej eksterminacji ludzi. W końcu, po co mieliby dzielić się urodzajną planetą z niepotrzebnymi szkodnikami.

Inwazja nie nastąpiła natychmiast, ale czterema falami, z których każda pochłaniała kolejne ofiary. Zniszczenie technologii, powodzie, zmutowany śmiertelny wirus i „przebudzenie” agentów obych najeźdźców w ciałach kluczowych dla świata ludzi sprawiły, że w ciągu kilkunastu tygodni populacja ludzi skurczyła się o ponad 97%. Teraz nadchodzi piąta fala, zapewne ostatnia, bo nikt nie będzie miał szansy jej przetrwać. Niektórzy będę jednak usilnie tego spróbować.


Jestem lekko rozczarowana, spodziewałam się ciosu między oczy, porywającej powieści wybijającej się na tle innych, a dostałam ze wszech miar poprawną, ale nie zachwycającą młodzieżówkę. Owszem, na tle innych powieści skierowanych do młodego czytelnika, wypada dobrze i zasługuje na uwagę choćby z tego względu, że zgrabnie łączy science fiction z post-apokalipsą, ale szału nie ma i żadnej, wstydliwie skrywanej części ciała mi nie urwało podczas lektury. Sprawdzałam kilkukrotnie.

Zacznijmy od tego co dobre. Współczesna literatura młodzieżowa (na marginesie, ta przeznaczona dla dorosłych również) przypomina nieustające odgrzewanie kotleta. Gdy sukces odniósł romans paranormalny, nastąpił wysyp powieści z wampirami, aniołami i demonami rozkochanymi w nastolatkach. Potem przyszła fala powieści dystopijnych nadal w znacznej mierze będących romansami. Kolejnym hitem były „Igrzyska śmierci”, choć na ich temat szerzej się nie wypowiem, bo nadal czekają na półce w stanie nietkniętym. Nie było jednak kosmitów (z wyjątkiem „Intruza” Stephanie Meyer) i tę właśnie lukę postanowił wypełnić Rick Yancey. Jego wizja obcych jest naprawdę pomysłowa i – jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi – wiarygodna. Żadnych zielonych czułek, przerośniętych głów czy stworków przypominających E.T. 

Jak wspomniałam, „Piąta fala” łączy w sobie wątki post-apokaliptyczne z science fiction, zachowując między nimi dobre proporcje, a dodatkowo okraszając je wątkiem romantycznym – odnoszę wrażenie, że bez niego powieść młodzieżowa po prostu nie może istnieć. Autor dość obrazowo przedstawia świat, w którym na ludzkości nagle przeprowadzono masową eksterminację. Ponadto, pomimo mankamentów, o których mowa będzie za chwilę, powieść naprawdę wciąga. Może nie od pierwszych stron, ale po którymś z kolei rozdziale zdałam sobie sprawę z tego, że naprawdę chcę dalej zagłębiać się w tę historię i poznać jej zakończenie. 

Wydarzenia przedstawione są z punktu widzenia czworga bohaterów – szesnastoletniej Cassie, niewiele od niej starszego chłopaka Zombie, tajemniczego Evana oraz pięcioletniego Sammy’ego, przy czym nacisk położony został na pierwszą dwójkę. Jak łatwo się domyśleć dosyć szybko wyłoni się z tej grupy miłosny trójkąt (choć nie wszystkie osoby bezpośrednio do niego należące, będę tego świadome). Jest to niestety popularny schemat, choć na szczęście nie tak ckliwy i infantylny jak w wielu innych młodzieżówkach.

Tym, co najbardziej kuleje w powieści, jest postać Cassie, która w rankingu najbardziej irytujących i sztampowych bohaterek powinna zająć jedno z czołowych miejsc. Przed inwazją była zupełnie zwyczajną nastolatką, by nie rzec szarą myszką cicho wzdychającą do szkolnego ciacha, i przez pierwsze rozdziały aż do znudzenia próbuje przekonać o tym czytelnika zasypując go ckliwymi wynurzeniami naiwnego dziewczęcia. Gdy zostaje zmuszona do walki o przetrwanie, zmienia się w prawdziwą twardzielkę, choć maska ta spada na widok pierwszego przystojniaka, który ratuje ją z opresji. Zdecydowanie nie jest to postać, jaką postawiłabym za przykład młodym czytelniczkom.

Podsumowując, jako powieść młodzieżowa „Piąta fala” bardzo dobrze spełnia swoje zadanie – ma interesującą fabułę, pomysłowe zwroty akcji, kilka wzruszających momentów i zawiera przesłanie, że prawdziwa przyjaźń i miłość nie giną nawet w obliczu apokalipsy. Warto mieć jednak na uwadze, że dorośli czytelnicy szukający frapującej powieści s-f nie znajdą w niej jednak zbyt wiele odkrywczych elementów.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 34 pozycje. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…