czwartek, 18 września 2014

Uniwersum Metro 2033: "Dzielnica obiecana" Paweł Majka

Tytuł Dzielnica obiecana
Cykl Uniwersum Metro 2033
Autor: Paweł Majka

Wydawnictwo Insignis
Data wydania 2014

Stron 500
„Dzielnica obiecana” Pawła Majki to pierwsza polska powieść z cyklu „Uniwersum Metro 2033”. Z tego względu od chwili, gdy ukazała się w zapowiedziach, pobudzała wyobraźnię i zaostrzała apetyt polskich fanów postapokaliptycznego świata, którego podwaliny stworzył Dmitrij Głuchowski.

Pierwsze wrażenie było świetne. Klimatyczna okładka, na której widać ruiny Kościoła Mariackiego i mężczyzną o dość mrocznej facjacie przyciąga uwagę i to w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Rewelacyjny prolog, w którym wspomnianego typa mamy okazję poznać, daje nadzieję na powieść pełną akcji, poprowadzoną według oryginalnego, ale wpisującego się w świat uniwersum, pomysłu.

Niestety już pierwszy rozdział sprowadza czytelnika na ziemię, a z każdym kolejnym wcale nie jest lepiej. Głównym bohaterem książki okazuje się nie mężczyzna poznany w prologu (który swoją drogą pojawia się ponownie dopiero na samym końcu i to nawet nie osobiście, a jedynie w rozmowach prowadzonych przez inne postaci), a nastoletni, mało rozgarnięty chłoptaś z przerośniętym ego. 


Siedemnastoletni Marcin, bo to o nim mowa, wychowany przez kierownika aktorskiej trupy, przemierza wraz z pozostałymi członkami zespołu schrony, w których mieszkańcom Nowej Huty udało się przetrwać wojnę atomową. Biorąc pod uwagę pogarszające się warunki życia wokół, aktorom nie wiedzie się najgorzej, a to za sprawą regularnie organizowanej przez nich loterii. Jednak źródło ich utrzymania staje się w końcu przyczyną ich upadku – władze schronów postanawiają przejąć dochodowy interes, członkowie trupy zostają więc oskarżeni o zdradę i skazani na śmierć. W ostatniej chwili Marcinowi oraz jego przybranej siostrze Ewie udaje się uciec przed egzekucją - wydostają się na powierzchnię i postanawiają uciec do słynnego Kombinatu, który w opowieściach okolicznych mieszkańców urósł do rangi niemal Ziemi Obiecanej. Ich tropem rusza niewielki oddział żołnierzy pod komendą porucznika Siedlara.

Nie powinno się oceniać całej książki przez pryzmat irytującego głównego bohatera, ale postać Marcina tak strasznie mnie denerwowała, że miałam szczerą nadzieję, że w międzyczasie wpadnie w łapy jakiegoś mutanta albo trafi go jakiś (nie)przypadkowy bełt. Nie wspominając o tym, że rozdziały poświęcone jego wędrówce przez zniszczoną Nową Hutę, a wcześniej pobytowi w schronach, czytałam z dużo mniejszym zainteresowaniem niż te, w których opowieść toczyła się z punktu widzenia Siedlara i jego podwładnych. Odniosłam wrażenie, że książka znacznie by zyskała, gdyby to on został uczyniony centralną postacią - pomijając już nawet kwestię tego, że jest najbardziej wyrazistym bohaterem, jako jedyny przeszedł prawdziwą i wiarygodną przemianę. 

Z pozostałych pojawiających się w książce postaci na uwagę zasługują także Król, o którym opowiada prolog (choć niestety został potraktowany bardzo po macoszemu i widać tu zmarnowany potencjał), duch, zwany Wesołym, komunistka Ninel i major Ulicka. Z tego grona najwięcej uwagi Majka poświęcił duchowi, który jest dosyć typowym przykładem doświadczonego stalkera-samotnika, stającego się mentorem dla nieopierzonego żółtodzioba (w tym przypadku - mojego pieszczoszka, Marcina). Pozostali ludzie pojawiający się w powieści to już niestety papierowe, jednowymiarowe laleczki, na czele z Ewą, bądź co bądź jedną z głównych postaci.

Fabułę trudno nazwać odkrywczą, ot bohaterowie przemieszczają się z punktu A do punktu B, napotykając na swojej drodze zarówno dobrych, jak i złych ludzi oraz zmutowane zwierzęta (choć tych ostatnich nie za wiele). Nie traktuję tego jednak jako zarzut, w końcu chociażby trylogia Diakowa opierała się na bardzo podobnym założeniu. Odniosłam jednak wrażenie, że „Dzielnica obiecana” niebezpiecznie blisko ociera się o młodzieżówkę wstawioną w realia świata z uniwersum Metro 2033. I to nie tylko ze względu na głównego bohatera, ale także styl autora i dialogi, jakby przeznaczone dla młodocianych czytelników, dla których najgorszym przekleństwem jest „łajza” lub „drań”. Nie chodzi nawet o to, że chciałabym na każdej stronie być raczona wulgaryzmami, ale zgrzytało mi niedopasowanie stylu mówienia do danych postaci. Niemal połowa książki opowiada o żołnierzach, zaprawionych w boju twardzielach i nikt mi nie wmówi, że nigdy nie wymyka im się ani jeden bluzg, nawet w środku dramatycznej akcji lub tuż po niej. Podobnie sprawa wygląda w przypadku grupy bandytów, którzy wykrzykują do uciekających im ofiar demoniczne wręcz „dorwiemy was, dranie!” Nie kupuję tego i tyle.

Teraz pora na przedstawienie plusów. Książka dość dobrze wpisuje się w klimat całego uniwersum i mimo że widać inspiracje autora oryginalnym „Metrem 2033” (m.in. fakt, że głównym bohaterem jest młody chłopak, pojawienie się frakcji nazistów i komunistów), dodał do powieści także własne, oryginalne pomysły. Spodobała mi się koncepcja jednomyślnych ptaków, której nie spotkałam jeszcze we wcześniej czytanych tomów cyklu, a która odgrywa w „Dzielnicy…” duże znaczenie. Samej radiacji i skutków promieniowania jest jednak jakby nieco za mało. Ponadto, w przeciwieństwie do większości pozostałych książek z cyklu, w tym przypadku bohaterowie rzadko walczą bronią palną, do której dostęp z wiadomych względów jest ograniczony. Zamiast tego do powszechnego użycia wesz łuki i kusze domowej roboty, co brzmi wiarygodnie.

Dobrym pomysłem było również zastąpienie stalkerów bardziej swojskimi „szperaczami” oraz „duchami”. O tych pierwszych niewiele właściwie wiadomo, bo pojawiają się tylko w opowieściach, ale raczej daleko im do typów pokroju Diakowskiego Tarana. O drugiej grupie dowiadujemy się więcej za sprawą Wesołego – wyrachowanego twardziela stroniącego od towarzystwa innych ludzi, który z niejednego pieca jadł już chleb. Stanowi on dosyć reprezentatywny obraz dla pozostałych duchów. Cieszę się także, że akcja toczy się nie w Warszawie, a w okolicach Krakowa i Majka wykorzystał motyw schronów, a nie podziemi metra.

Bardzo trafnie został także przedstawiony świat po zagładzie oraz reakcje ludzi, którzy mieli (nie)szczęście ją przetrwać. Człowieczeństwo i humanitaryzm powoli zostaje wyparty przez zwykłą chęć przetrwania i stopniowe dziczenie. Przekonująco wypadł także opis pogrążonych w religijnej manii rodziny tzw. popielnych, żyjących na powierzchni zbieraczy i ich obciążonych skutkami promieniowania potomstwem.

Przed Pawłem Majką stanęło bardzo trudne zadanie przetarcia szlaku dla innych polskich pisarzy aspirujących do dołożenia swojej powieści do świata Metra. Z tego też względu oczekiwania względem jego powieści przynajmniej w Polsce zostały wywindowane w górę, wiadomy jest również fakt, że zwykle surowo oceniamy rodzimych autorów. Postawiłabym „Dzielnicę obiecaną” mniej więcej po środku powieści, które  dotychczas ukazały się w naszym kraju. Na pewno stoi na znacznie wyższym poziomie niż „Za horyzontem” Diakowa, choć wiele brakuje jej choćby do „Korzeni niebios” Tullio Avoledo. Spodziewałam się dostać znacznie więcej, ale w ogólnym rozrachunku nie wypada ona tak najgorzej. Fani Metra powinni po nią sięgnąć, choćby po to, by przekonać się na własnej skórze, jak wygląda polska odsłona cyklu, a mieszkańcy Krakowa po to, by zobaczyć, jak ich miasto mogłoby wyglądać po nuklearnej apokalipsie.


Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Agencji AIM Media

19 komentarzy:

  1. Metro jeszcze przede mnie, nie wspominając o Uniwersach, lecz Polska część zapewne zasługuje na rozgłos:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspomniałaś o czymś, o czym u siebie tylko napomknąłem pod oględnym hasłem "ewolucja" - jednomyślne zwierzęta. Ta koncepcja jest wyśmienita i im bliżej końca, tym robi coraz większe wrażenie. Jest też furtką do ewentualnej kontynuacji, która mogłaby być znacznie bardziej ponura niż "Dzielnica".
    Nieco inaczej odebrałem bohaterów powieści, jakkolwiek Marcin faktycznie jest w stanie irytować czytelnika, tak inne postaci nie były w moim odczuciu takie złe, choć nieco głębsze wejście w ich sferę psychiczną by pewnie nikomu nie zaszkodziło. :)
    Najważniejsze jednak, że jako rozrywka, "Dzielnica" sprawdza się wyśmienicie, a z książek z tego uniwersum, które miałem okazję czytać, to chyba właśnie ta podeszła mi najbardziej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak napisałam już u Ciebie - nie oczekiwałam ekstra ambitnej literatury, bo z założenia powieści z UM2033 taką nie są. ZByt wiele było niedociągnięć, bym nazwała tę powieść dobrą, choć nie jest też najgorsza. Wg mnie plasuje się mniej więcej po środku tych, które ukazały się w Polsce :)

      Usuń
  3. Jestem bardzo ciekawy "Dzielnicy obiecanej" i nie ukrywam, że mam pewne obawy co do lektury. Prolog przesłuchałem i podobał mi się, ale z Twojej recenzji widać, że to najlepsza część książki. Niemniej czekam na jakąś fajną promocję i zapoznam się z tą powieścią. A tak na marginesie "Korzenie niebios" jak na mój gust to też jedna ze słabszych książek w całej serii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie do końca się zrozumieliśmy - wg mnie Korzenie niebios były właśnie bardzo dobre :) Możliwe więc, że "Dzielnica" spodoba Ci się znacznie bardziej niż mnie :)

      Usuń
  4. Byłam tej książki ciekawa, ale chyba raczej sobie odpuszczę, powinnam raczej sięgnąć po oryginalne Metro 2033 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oryginalne Metro 2033 ma lepszą legendę niż jest dobre w rzeczywistości. Jest niezłe, owszem, ale tylko tyle. Nie ma co robić z niego arcydzieła, którym zwyczajnie nie jest. :)

      Usuń
    2. G.P. Vega - ja swoją przygodę z Uniwersum zaczęłam nie od oryginalnego Metra, a od "Do światła" Diakowa i wciągnęło mnie od pierwszych stron :)

      Usuń
  5. ojejku - uwielbiam książki z Krakowem w tle, a tę muszę koniecznie nabyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. „dorwiemy was, dranie!” - bez komentarza;)
    Szkoda, że obyło się bez rewelacji. Ale mimo wszystko nie brzmi to bardzo źle. W dalszym ciągu mam zamiar przeczytać "Dzielnicę obiecaną". I zakupić ją do kolekcji - chętnie skompletuję całą serię (a brakuje mi tylko książek Diakowa i "Dzielnicy..." właśnie)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, bardzo źle nie jest, ale nie jest też rewelacyjnie, raczej tak przeciętnie bym powiedziała. Ale do kolekcji pasuje idealnie ;)

      Usuń
  7. Szkoda, wielka szkoda, że jest to zaledwie średnia książka. Nie będę zaprzeczać, że wiele się po niej spodziewałam, a teraz wygląda na to, że będę musiała przygotować się na rozczarowanie. Ech :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo może zaskoczy Cię pozytywnie, skoro nie będziesz się spodziewać czegoś genialnego :)

      Usuń
    2. Niby jest taka szansa, ale obawiam się, że raczej niewielka :P

      Usuń
  8. Trudno mi się rzetelnie wypowiadać na temat tej książki, bo była jedną z tych, którą porzuciłam podczas urlopu (nie dlatego, że była zła, tylko zupełnie nie harmonizowała mi z nastrojem). Pierwszy rozdział podobał mi się bardzo, potem nastąpiły rozdziały z tym "kolesiem z przerośniętym ego" i się zniechęciłam. Ale do powieści wrócę na pewno, niedawno odsłuchałam sobie Metra 2033 i nawet się zastanawiam, czy nie przeczytać, tym razem w oryginale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podziwiam CIę za możliwość przeczytania w oryginale, ja ledwo odcyfruję tytuł w cyrylicy ;)

      Usuń
    2. Kiedyś więcej czytałam po rosyjsku, teraz niby dostępność powinna być większa, ale to tylko w teorii. Rosjanie mają świetnych autorów fantastyki, których w ogóle się u nas nie publikuje, aż by się chciało poczytać, ale po moich ostatnich perypetach z zamówieniem książek z Rosji jakoś mi odeszła na to ochota...

      Usuń
  9. Musze sięgnąć po Metro żeby zorientować się o co chodzi. Po ten tytuł może potem :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta książka to marzenie mojego brata, żałuję, że to taki niewypał (oczekiwania były spore).

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...