Przejdź do głównej zawartości

"To" Stephen King

ToStephen King
Albatros, 2014 
 
Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.

W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.

W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.

Rok 1957. Po trwającej tydzień ulewie, sześcioletni George ma wreszcie okazję pobawić się na ulicy, puszczając w płynącej wzdłuż ulicy wodzie papierowy okręcik, wykonany przez starszego brata, Billa. Po kilku godzinach jego potwornie okaleczone zwłoki zostają znalezione przy jednej ze studzienek kanalizacyjnych. Jednak śmierć George’a to dopiero początek, giną kolejne dzieci, a wiele innych zaczyna dostrzegać rzeczy, które do tej pory były jedynie wytworami ich wyobraźni. Tajemnicze, nieuchwytne To karmi się ich strachem i ciałami.

Rok 1985. W Derry ponownie dochodzi do dziwnych zjawisk ją, ponownie też zaczynają ginąć dzieci. Wszystko wskazuje na to, że To powróciło, a wraz z nim do Derry przybywają ci, którzy przed laty stanęli z Tym do walki. Tylko, czy jako dorośli ludzie mają jakiekolwiek szanse, skoro najpotężniejszą bronią do walki z Tym jest dziecięca wiara, wyobraźnia i odwaga?

Akcja powieści toczy się dwutorowo, przeskakując między wydarzeniami z roku 1957 i 1985. Z tego względu aż do samego końca nie wiadomo, jak potoczyła się walka siedmiorga głównych bohaterów z Tym i dlaczego po latach zostali zmuszeni do powrotu. King, jak to ma w zwyczaju, snuje długie, wyczerpujące (nie mylić z męczącymi!) opisy, pozwalając czytelnikowi zanurzyć się w rzeczywistość Derry. Choć akurat słowo „zanurzyć się” brzmi w kontekście rozgrywających się w nim wydarzeń dość złowieszczo.

Zło przybiera w Derry różnorodne formy i zdawać by się mogło, że to tkwiąca w niektórych z jego mieszkańców nienawiść, obłęd, a czasem wcale nie mniej niebezpieczna paraliżująca obojętność są bardziej przerażające niż mityczne To, sięgające po ciała i umysły ich dzieci. Każdy z głównych bohaterów spotkał się z inną formą zła, wśród których znalazły się: przemoc domowa z podtekstem molestowania seksualnego, nienawiść rasowa, lodowata obojętność i odrzucenie przez rodziców, prześladowanie przez rówieśników. A to jedynie drobny element tego, co kryje się pod płaszczykiem codzienności w Derry.

Dzieckiem nie przestawało się być w jednej chwili przy wtórze huku, jak gdyby pękł balon. Dzieciństwo wyciekało z ciebie jak powietrze z dziurawej opony.

„To” jest opowieścią o niezwykłej sile dziecięcej wiary i wyobraźni, które tracimy wraz z upływem kolejnych lat. Dziecko postrzega świat zupełnie inaczej niż dorosły, mniej racjonalnie, natomiast całkowicie ufając własnym odczuciom. Zarówno jego marzenia, jak i lęki, są najczęściej nieskomplikowane w swej istocie, a jednocześnie jakby prawdziwsze, bardziej realne. To wszystko doskonale uchwycił w swojej powieści King, pokazując przy tym, jak wszystko zmienia się wraz z dorastaniem, jak zatracamy tę niezwykłą część siebie, gdy przekraczamy każdą kolejną dekadę życia.

Napięcie pojawia się już od pierwszych stron i narasta nieprzerwanie aż do samego końca. Autor krok po kroku buduje niepokojącą, wywołującą gęsią skórkę atmosferę, a jednocześnie bardzo niespiesznie kieruje akcję ku rozwiązaniu. I to niejako podwójnie, dlatego że dopiero na samym końcu oprócz właściwego zakończenia, dowiadujemy się, co naprawdę wydarzyło się w Derry w 1957 roku.

Po latach „To” nie przeraziło mnie wprawdzie tak, jak za pierwszym razem, a wyjaśnienie pochodzenia Tego nie do końca mnie przekonało, jednak i tak uważam tę powieść za jedną z najważniejszych i najlepszych w dorobku Kinga. Łączy w sobie grozę i magię, potężnie oddziałując na wyobraźnię i pozostawiając wrażenie niepokoju nawet po skończonej lekturze. Serdecznie polecam nie tylko fanom prozy Mistrza.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Czytam Kinga.

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 26 pozycji. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…