Przejdź do głównej zawartości

"Kłamca 4. Kill'em all" Jakub Ćwiek

Tytuł Kłamca 3. Kill'em all
Autor Jakub Ćwiek
Wydawnictwo Fabryka Słów
Data wydania 2012
Stron 320
Trzeci tom cyklu o Lokim, „Kłamca 3. Ochłap sztandaru”, pozostawił mnie raczej z mieszanymi uczuciami. Dość niefortunna zmiana formy z opowiadań na powieść nie zdała egzaminu, a postaci stały się rozmyte i bardziej papierowe. Na szczęście ostatnia część, wieńcząca cykl o nordyckim bogu kłamstwa i zdrady to dowód na to, że wpadka Ćwieka była jednorazowa i nadal potrafi on dobrze pisać.

„Kill’em all” to bezpośrednia kontynuacja „Ochłapu sztandaru”, nadal utrzymana w formie powieści, ale poprowadzona znacznie sprawniej. Apokalipsa trwa, a właściwie już dogorywa – zarówno anielskie, jak i szatańskie oddziały zostały zdziesiątkowane tak, że właściwie nie ma już komu walczyć o Ziemię i zastępy dusz. A nie… pozostał jeszcze Loki i inne mityczne bóstwa. Ten pierwszy utknął niestety w elfie krainie po drugiej stronie tęczy, a tych pozostałych jest naprawdę niewiele. Sytuacja zmierza jednak stopniowo ku ostatecznemu rozwiązaniu, a wszystkie drogi prowadzą do… Nowego Jorku. 


Jest lepiej. Dużo lepiej. Może nie doskonale i rewelacyjnie, ale naprawdę nie jest źle. I nie chodzi oczywiście o przyszłość świata i los bohaterów, bo sam tytuł nie wróży im najlepiej, a o samą książkę. Już nie będę psioczyć, ani marudzić (tak naprawdę to będę, ale tylko troszeczkę i na samym końcu – wygląda na to, że pod wpływem Kłamcy sama zaczynam nieco konfabulować). Autor przypomniał mi, dlaczego zauroczył mnie Loki i jego kompania. Powieść czyta się błyskawicznie, jest lekka i zabawna, choć jednocześnie zawiera kilka gorzkich scen, gdy pora rozstać się z niektórymi bohaterami.

Świetnie bawiłam się odkrywając kolejne nawiązania do filmów, książek czy nawet internetowych memów (Oglądałem sporo Jerry’ego Springera, więc wiem, co to nagły zwrot akcji, dziwko.). A jest ich naprawdę wiele, poczynając od „Fight Clubu”, poprzez „Gwiezdne Wojny” i „Indianę Jonesa” aż po „Prison Break”. Moimi ulubionymi fragmentami były sceny z siedziby zdetronizowanego Świętego Mikołaja, która zmieniła się w więzienie. Po prostu wyłam z uciechy na widok elfa pozującego na T-Baga i rzucającego mięsem ze ściągi. Niektórzy narzekają, że Ćwiek zaserwował ciężko strawną pop-kulturową papkę, ale nie zgadzam się z tym, dla mnie to czysta rewelacja.

Jednak choć czwarta część jest znacznie lepsza od poprzedniczki, nie da się nie dostrzec pewnych niedociągnięć. Grzechem głównym „Kill’em all” są pozaczynane wątki, które można by świetnie rozwinąć, ale co z tego, skoro urywają się zupełnie nagle i słowa wyjaśnienia? Dotyczy to przede wszystkim absolutnie rewelacyjnej postaci Merlina, jak powrotu Sygin (zwłaszcza ta postać została potraktowana po macoszemu). Sam Loki też nie jest już tym samym draniem, co w opowiadaniach z pierwszych dwóch części, a zdecydowana większość jego działań skupia się na łóżkowych zapasach z kolejnymi elfkami. Brakowało mi nieco tego pierwszego Kłamcy, który patrzył na świat bardziej cynicznie, ale i trochę gorzko.

Mimo tych niedociągnięć jako ostatni tom cyklu powieść bardzo dobrze spełnia swoje zadanie, kończąc historię w sposób zaskakujący, ale i zdecydowany. I choć szkoda mi żegnać się z Lokim, cieszę się, że seria nie będzie w nieskończoność przeciągana.

Komentarze

  1. Trzeba będzie się zapoznac z całą serią :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "A gdy oklaski ustały, w loży na fotelach zostały już tylko wykałaczka i stary pluszowy miś."

    OdpowiedzUsuń
  3. O! Jak dobrze było to przeczytać. Kłamca jest na mojej liście do przeczytania, jest już nawet na czytniku i Pani opinia bardzo mi się przydała. Zaglądam tu często jako fanka powieści Philippy Gregory i fantastyki i na ogół zgadzam się z Pani opiniami, więc Pani zdanie jest dla mnie miarodajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak Pani sądzi. Zapraszam do częstych odwiedzin :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele