sobota, 5 lipca 2014

"W bagnie" Arnaldur Indriðason

Tytuł W bagnie
Autor Arnaldur Indriðason
Lektor Andrzej Ferenc
Wydawca Biblioteka Akustyczna
Czas 7 godz. 18 min.
Do tej pory islandzki kryminał (ba! cała islandzka literatura) kojarzyła mi się jedynie z thrillerami Yrsy Sigurðardóttir. Teraz na horyzoncie pojawił się Arnaldur Indriðason i po pierwszym, bardzo udanym spotkaniu, jestem pewna, że spotkam się z jego twórczością jeszcze nie jeden raz.

W jednej z suteren w Reykjaviku zostają znalezione zwłoki około siedemdziesięcioletniego mężczyzny, niejakiego Holberga. Morderca pozostawia przy jego ciele dość enigmatyczną wiadomość „Ja to on”, wprowadzając tym policję - spodziewającą się kolejnej bezsensownej, niechlujnej „islandzkiej zbrodni” - w niejaką konsternację. Wkrótce okazuje się, że mimo zaawansowanego wieku, Holbergowi daleko było do uroczego, nieszkodliwego staruszka – jego komputer pękał wręcz w szwach od zbiorów najostrzejszej pornografii, a przed laty mężczyzna został oskarżony o brutalny gwałt. Prowadzący śledztwo Erlendur Sveinsson właśnie w przeszłości  widzi klucz do rozwiązania zagadki jego morderstwa.


Już od pierwszego rozdziału powieść wprawia w przygnębiający nastrój, przenosząc nas do deszczowej, mrocznej Islandii, gdzie wszystko zdaje się bardziej szare i depresyjne. Morderstwo Holberga dość szybko schodzi na drugi plan, a na pierwszy wysuwają się jego grzechy przeszłości. Niestety nigdy nie udowodnione, z powodu niedbale przeprowadzonego przed laty dochodzenia. Indriðason bez skrupułów dotyka trudnego i bolesnego tematu, jakim jest gwałt oraz przez co musi przejść ofiara, która nie znajduje zrozumienia ani pomocy u organów ścigania, których rolą jest przecież ochrona poszkodowanych. 

Wątek kryminalny jest przy tym poprowadzony sprawnie, choć nie można powiedzieć, by był bardzo oryginalny czy odkrywczy. Ot, zbrodnia, której podłoże jest jak najbardziej ludzkie i do pewnego stopnia zrozumiałe. I może właśnie to stanowi atut książki, której autor nie stara się na siłę stworzyć postaci super-mordercy obdarzonego niezwykłym intelektem lub zdolnościami?

Ponadto, dużą zaletą powieści jest plastyczny, choć raczej pesymistyczny obraz islandzkiego społeczeństwa. Z jednej strony mamy do czynienia z narastającą falą narkomanii wśród młodych ludzi, alkoholizmem, samobójstwami i coraz powszechniejszym rozluźnieniem więzi międzyludzkich. Widać to zarówno na przykładzie rozbitej rodziny Elendura, jak i z migawek życia bohaterów drugoplanowych.

Z drugiej strony został pokazany jeden z problemów współczesnej Islandii, o którym nie mówi się zbyt głośno. Trwająca wiele wieków izolacja kraju o stosunkowo niewielkiej liczbie mieszkańców zaowocowała silnym skoligaceniem znacznej części społeczeństwa, któremu – mówiąc nieco brutalnie - brak jest świeżego materiału genetycznego. Konsekwencją tego stanu rzeczy są choroby genetyczne dziedziczone z pokolenia na pokolenie. Motyw ten wykorzystał Indriðason, przybliżając przy okazji działania pewnej prywatnej firmy, która przy aprobacie oficjalnych władz tworzy bazę genealogiczną i genetyczną wszystkich Islandczyków. Ma ona na celu prześledzenie występowania konkretnych chorób w różnych rodach, a w przyszłości ma być pomocna przy szukaniu sposobu ich leczenia. Temat sam w sobie jest fascynujący i stanowi świetny materiał na powieść.

Książkę miałam przyjemność poznać w formie audiobooka. Rewelacyjnie słuchało mi się interpretacji Andrzeja Ferenca, którego głęboki głos doskonale komponował się z opowiadaną przez niego historią.

Podsumowując, wprawdzie trudno nazwać powieść Arnaldura Indriðasona przełomową, ale ma ona w sobie wszystko to, co powinien zawierać dobry, mroczny kryminał. Polecam wszystkim miłośnikom gatunku.

Za możliwość wysłuchania powieści "W bagnie" serdecznie dziękuję Bibliotece Akustycznej.
Powieść poznałam w ramach wyzwania Blackout.

19 komentarzy:

  1. Czytałam, ale - szczerze - nie do końca pamiętam czy mi się podobało, czy też nie bardzo;) Chyba miałam mieszane uczucia i stwierdziłam, że mogło być lepiej.
    A co do formy, w jakiej poznałaś tę książkę - odpowiedni lektor to już połowa sukcesu;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, dobry lektor potrafi oczarować nawet opowiadając średnią powieść :)

      Usuń
  2. Mam to w wersji papierowej, ale czytam już z rok i póki co nie mogę przebrnąć przez etap zdjęcia jej z półki :D Coś czuję, że jeszcze sobie trochę pozbiera kurz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm... jak tak podliczę moje książki zbierające kurz (mam na myśli te, do których dopiero mam zamiar usiąść) to wyjdzie ponad setka ;)

      Usuń
  3. Zbrodnia o takim podłożu- na pewno bardziej realistyczne i zdarza się częściej niż niespotykane zbrodnie- mogłabym się zapoznać z książką w wersji papierowej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam/słuchałam wszystkie książki z Erlendurem wydane w Polsce. Późniejsze części jeszcze bardziej mi się podobały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dopiero rozpoczynam przygodę z jego twórczością i cieszę się, że potem jest jeszcze lepiej :)

      Usuń
  5. Nie wiem na czym polega fenomen pisarzy pochodzących z odległych zimnych krain, być może mają tak paskudną pogodę, że przystosowali się do życia w swoich mieszkankach, tworząc przy okazji mikroklimat sprzyjający powstawaniu perełek literackich. Nie wiem! W każdym razie, gdy czytam recenzję książki autora pochodzącego ze Skandynawii lub Islandii lub Alaski, to już wiem, że będzie to coś dobrego. Może chodzić o ten mroczny, surowy klimat wyzierający z każdej strony, ale to nie tłumaczy geniuszu wplatania sytuacji politycznej w fabułę, chociażby kryminału. Muszę o tym pamiętać przy następnych książkowych zakupach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, ale i wśród tych chwalonych Skandynawów trafiają się niewypały, do tej pory mam dreszcze jak myślę o "Księżniczce Burundi" Erikssona ;)

      Usuń
  6. Nie czytałam czy też nie słuchałam. Choć zazwyczaj wolę tradycyjne książki, głosu pana Adama z przyjemnością posłucham ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam i po tej właśnie książce doszłam do wniosku, że przeczytam wszystkie powieści autora. Rewelacyjnie oddaje klimat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie wiem, czy wybiorę wersję papierową czy audiobooki, ale mam taki sam plan jak Ty.

      Usuń
  8. Na pewno zainteresuje się tą powieścią, bo hasło literatura islandzka budzi skojarzenia z Yrsą i tylko z nią. Nie przeszkadza mi to, że nie jest to przełomowy kryminał, wystarczy, że będzie intrygujący i trzymający w napięciu. Zdziwiłam się natomiast, że Islandczycy borykają się z tak wieloma chorobami genetycznymi, bo nie spodziewałam się, że populacja jest tak mała, że brakuje "świeżego" materiału genetycznego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie samą Yrsą człowiek żyje, wiec u mnie nadeszła pora na poszerzenie horyzontów ;)
      Co do wspomnianych chorób genetycznych, także nie miałam o tym wcześniej pojęcia, w ogóle sięo tym nie mówi..

      Usuń
    2. Otóż to, jeśli jeszcze kiedyś wpadnie Ci jakaś ciekawa książka islandzkiego autora to recenzuj koniecznie :) To prawda, nie słyszałam nigdy, że ludzie stamtąd mają taki problem.

      Usuń
    3. Nie chodzi o to, że każdy boryka się z tym problemem, tylko w skali całego społeczeństwa widać to dosyć wyraźnie.

      Usuń
  9. O, bardzo podoba mi się pomysł na fabułę związany z tak nietypowym problemem islandzkiego społeczeństwa - poza tym dawno nie miałam do czynienia z powieścią kryminalną, chętnie przeczytam, wysłucham, cokolwiek!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza letnia pora to dobry czas na odświeżenie kryminałów ;)

      Usuń
  10. Również z islandzkich pisarzy znana była mi tylko Yrsa, no cóż z pewnością dałabym szansę książce, ale do audiobooków nie mam przekonania.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...