Przejdź do głównej zawartości

Wywiad z Arturem K. Dormannem, autorem powieści "Co zdarzyło się w Lake Falls"

Artur K. Dormann
Dwa miesiące temu zachwycałam się powieścią "Co zdarzyło się w Lake Falls". Dzisiaj zapraszam Was do przeczytania wywiadu z jej autorem, kryjącym się pod pseudonimem Artur K. Dormann.

Poza krótką notką biograficzną zamieszczoną na kilku stronach internetowych trudno jest znaleźć jakiekolwiek informacje na Pana temat. Czy może Pan krótko powiedzieć, kim jest Artur K. Dormann?

Na pewno miłośnikiem dobrych książek, a poza tym człowiekiem, który wciąż poszukuje swojego miejsca i własnych środków wyrazu.

Zadebiutowałem w stosunkowo młodym wieku, więc staram się jak ognia unikać powielania łatwych schematów, które prowadzą do zaszufladkowania. Lubię raczej trudne drogi, nieco pod prąd i takowe zazwyczaj wybieram. Oczywiście, popełniam błędy, czasem uparta przekora sprowadza mnie na manowce, jednak uważam, że wszystkie doświadczenia w sumie -te dobre i złe -kształtują naszą osobowość. Chciałbym siebie uważać za przedstawiciela wymierającego gatunku, który kiedyś określano mianem człowieka renesansu, dlatego właśnie próbuję i szukam różnych smaków i inspiracji. Jestem uzależniony od muzyki, yerba mate i filmów.


Uwielbiam podróże, bo oprócz zdobywania wiedzy o sobie, dają mi także możliwość różnorodnych obserwacji, dzięki nim lepiej rozumiem pewne zachowania oraz interakcje. Jednym słowem, nadal jestem w trakcie budowania własnej indywidualności, a co z tego wyniknie – czas pokaże.    

Nawiązując do miłości do dobrych książek, czy ma Pan ulubiony gatunek lub autora?

Nie jestem fanem wartościowania, uważam, że każdy z gatunków ma do zaoferowania coś niezwykłego, obojętne czy jest to kryminał, powieść obyczajowa, czy fantasy. Przyjemność sprawia mi dobrze nakreślona historia, napisana dobrym, żywym stylem. Mam kilka ulubionych powieści, do których w różnych sytuacjach wracam, są wśród nich „Paragraf 22”, „Mistrz i Małgorzata”, „Jesień Patriarchy” „Miasteczko Salem” lub cykl wiedźmiński mistrza  Andrzeja Sapkowskiego. W mojej biblioteczce, jak widać panuje niezły chaos. 

Dlaczego zdecydował się Pan na wydanie książki pod pseudonimem?

Myślę, że zadziałało tu kilka czynników. Przyjęcie pseudonimu pozwoliło mi zachować anonimowość, dzięki której czułem się po prostu bezpieczniej. Pozwoliło również na pewien rodzaj swobody twórczej. Przede wszystkim zadziałał tu jednak aspekt psychologiczny, ponieważ najbardziej boję się zaszufladkowania, w każdej chwili mogę porzucić Artura i zostać na przykład Zdzisławem powieści obyczajowej lub Karolem fantasy. Poza tym, jak się przekonałem po fakcie, gro osób sięgnęło po książkę ze względu na obco brzmiące nazwisko. Był to jeden z zaskakujących, choć pozytywnych aspektów całej tej sytuacji.

Czy zdarza się Panu przeszukiwać Internet w poszukiwaniu nowych recenzji „Co zdarzyło się w Lake Falls”, czy też czyta Pan te opinie, na które trafi przypadkiem?

Przyznam się, że od czasu do czasu szukam ( ponoć przypadłość każdego debiutanta ), ale  nie popadam w skrajność. Recenzji jest mało, kilka z nich rozśmieszyło mnie do łez, inne pozytywnie zaskoczyły, jednak nie mają one żadnego wpływu na to, co akurat robię. Nawet, jeśli jakiś krytyk powie: złam pióro, nie zamierzam posłuchać jego rady, więc nie ma sensu się przejmować opiniami.

Już od pewnego czasu trwa prawdziwy boom na powieści o wampirach. Czy zdecydował się Pan na wykorzystanie tego motywu ze względu na tę popularność czy może jest jakiś inny powód? 

W mojej książce wampir jest jedynie metaforą, symbolem. Ucieleśnionym złem, któremu byłem w stanie nadać twarz i kontury. Nie rozkochuje w sobie nastolatek ani nie poluje na zagubioną miłość w sercu mglistego miasta. Jest ciemnością, którą zapraszamy do domu, nadając jej pozory ugrzecznienia i ogłady. Czy mamy prawo zawierać pakt ze złem, czy mamy moralne podstawy do tego, by igrać z siłami wykraczającymi poza nasze pojmowanie. I najważniejsze pytanie z nich wszystkich – czy naprawdę mamy jakikolwiek wybór?

Akcja powieści toczy się w Stanach Zjednoczonych. Dlaczego zdecydował się Pan na amerykańskie, a nie polskie realia?

Przede wszystkim pozwoliło to nadać problemom poruszanym w książce bardziej uniwersalny charakter. Nie chciałem poddawać analizie mentalności mieszkańców polskich wsi lub miasteczek, bo nie taki cel mi przyświecał, a czułem, że umieszczając akcję tu i teraz, w pewnym momencie byłbym do tego zmuszony. Zapomniane przez świat i czas Lake Falls było idealne do moich celów, ale oboje wiemy, że równie dobrze akcja mogła się rozgrywać we Francji, Rosji czy Polsce.

Zakończenie książki sugeruje powstanie kolejnej części, na co, nie będę ukrywać, bardzo liczę. Czy możemy się w najbliższej przyszłości spodziewać kontynuacji tej historii?

W najbliższej przyszłości na pewno nie, choć powstania części 2 nie wykluczam. Nawet dokładnie wiem, co się powinno w niej wydarzyć i chyba dlatego boję się usiąść do pracy. Uważny czytelnik łatwo zrozumie dlaczego…

Podobno pracuje Pan także nad innymi projektami. Uchyli Pan rąbka tajemnicy?

Kolejną, już gotową powieść osadziłem na pograniczu s-f i fantasy, bo chciałem spróbować swoich sił także w tych gatunkach. Czy tak radykalna zmiana spodoba się wydawcy? Zobaczymy. Trudno także jest  mówić o innych planach, ponieważ pisanie zajmuje mi relatywnie dużo czasu. Wiem, że są autorzy zdolni do napisania nawet sześciu pozycji w ciągu roku, ale ja do nich nie należę. Szczerze mówiąc, stworzenie opowieści zajmuje mi sporo czasu, może za bardzo staram się „wygłaskać” styl lub za bardzo skupiam na samych poprawkach? Historie w mojej wyobraźni rodzą się powoli, jednak jest ich sporo. Jaki będzie z kolei ich los, to się dopiero okaże.

Serdecznie dziękuję za rozmowę!

Dziękuję i pozdrawiam. 

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Top 10 książek na Boże Narodzenie

Święta Bożego Narodzenia to idealny czas, by nieco zwolnić i zatopić się w przyjemną lekturę. Warto też odpowiednim jej wyborem wprawić się w świąteczny nastrój już wcześniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was zestawienie książek, których akcja ściśle wiąże się ze Świętami. Zapewniam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Na początek nieco tradycyjnie i nostalgicznie:
1. "Opowieści wigilijne" Charles Dickens 

Chyba nie ma osoby, która nie znałaby opowieści o Scrooge'u, którego w wigilijną noc nawiedziły cztery duchy, by wskazać mu nową ścieżkę w życiu. Nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka ukazało się niedawno nowe tłumaczenie tej opowieści, zawierające drugą historię autora, również utrzymaną w klimacie bożonarodzeniowym zatytułowaną "Nawiedzony". Właśnie się nią zaczytuję, wrażenia z lektury za kilka dni.

"To" Stephen King

Czy się unoszą? O tak. One pławią się w powietrzu.
W moje ręce ponownie trafiła książka Stephena Kinga, która swego czasu zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że mimo upływu kolejnych lat niektóre sceny nadal tak żywo były wyryte w mojej pamięci, że mimo zagłębiania się w kolejne w powieści grozy i horrory, „To” niewzruszenie tkwiło na szczycie mojej prywatnej listy tych najlepszych. I po której nigdy nie potrafiłam już z ufnością spojrzeć na żadnego klauna.
W monstrualnych rozmiarów opowieści King przenosi nas do Derry, podobnego do tysięcy innych prowincjonalnych amerykańskich mieścin. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Z nieznanych przyczyn przestępczość jest tu większa, ludzie bardziej brutalni i bezwzględni, a co dwadzieścia kilka lat dochodzi do eskalacji przemocy i w niewyjaśnionych okolicznościach giną dzieci.

"100 książek, które trzeba przeczytać" według BBC

Ranking "100 książek, które trzeba przeczytać" stworzony przez BBC pojawiał się już na wielu blogach, a dzisiaj gości także u mnie. Nie jest to lista idealna, już na pierwszy rzut oka można zauważyć, że znaczną część umieszczonych na niej pozycji to książki brytyjskich autorów, zdecydowanie zaś brak na nich wielu znaczących książek pisarzy z innych państw. Nie brak też tu dziwnych wpadek, np. umieszczenia "Opowieści z Narnii" oraz  "Lwa, czarownicy i starej szafy" w oddzielnych punktach. Podobnie sytuacja wygląda z dziełami zebranymi Szekspira oraz "Hamletem" umieszczonym oddzielnie. 
Niemniej jednak postanowiłam sprawdzić, ile to zacnych książek jest już za mną (są one wytłuszczone) i... wynik wypada słabiutko... Jedynie 34 pozycje. Pociesza mnie fakt, że co najmniej drugie tyle znam z ekranizacji bądź fragmentów. Listę będę na bieżąco aktualizować, mam nadzieję, że za kilka miesięcy będzie już wyglądała o niebo lepiej :) A jak wyglądają Wasze w…