Przejdź do głównej zawartości

Jack Ketchum "Czas zamykania"

"Who's the scariest guy in America? Probably Jack Ketchum." – Stephen King

Ketchum to niemal zawsze gwarancja solidnej prozy, która przyprawi o ciarki i wybebeszy człowieka mentalnie. W Polsce znany jest przede wszystkim dzięki powieściom „Dziewczyna z sąsiedztwa”, „Potomstwo” i „Jedyne dziecko”. „Czas zamykania” to drugi – po „Królestwie spokoju” - zbiór opowiadań jego autorstwa, jaki ukazał się w naszym kraju.

Jak w przypadku większości antologii, jest to zbiór dosyć nierówny. Można w nim znaleźć dziewiętnaście tekstów, niektóre z pogranicza horroru i thrillera, inne zmierzające w kierunku obyczajowych migawek, jeszcze inne skupiające się na analizie psychologicznej bohaterów. Jedne opowiadania liczą zaledwie kilka stron, inne (jak choćby tytułowy „Czas zamykania”) to podzielone na podrozdziały nowele.

Do najlepszych tekstów zaliczyłabym te z klasycznymi elementami horroru, jak króciutkie, otwierające zbiór „Powroty” opowiadające o mężczyźnie, który powraca po śmierci jako duch, by pożegnać się z ukochaną kotką, czy „Na słowo honoru”, w którym pojawia się hotel-widmo, a uczciwość każdego gościa zostanie sprawiedliwie rozliczona. Z kolei „Nieuchwytne” to krótka opowieść o człowieku, który bezskutecznie stara się obejrzeć najnowszy hit kinowy, w którym pojawia się łudząco do niego podobny aktor… Spodobała mi się ich atmosfera, niepokojąca i przyprawiająca o delikatną gęsią skórkę.

Na przyzwoitym poziomie są także niektóre opowiadania pozbawione wątku paranormalnego, za to stawiające na mrok czający się w ludzkiej duszy. Znaleźć można tu m.in. bandytę napadającego na nowojorskie bary („Czas zamykania”), mężczyznę, który skrywa niezwykłą tajemnicę przed swoim terapeutą („I tak niedobrze”), krwawy finał pewnego biwaku („Oliwia – monolog”) oraz męża, który ma już dość swojej żony („W tych traperach do nieba nie zajdziesz”). Ponadto autor ma niezwykły dar przedstawienia zwykłych, a nawet pozornie uroczych bądź chwalebnych sytuacji  w takim świetle, że wątpimy w sens spełniania dobrych uczynków („Dzielna dziewczynka”).

Niestety, w zbiorze można znaleźć także opowiadania, które zdają się literacką pomyłką i aż trudno uwierzyć, że wyszły spod pióra Ketchuma. Nie przekonał mnie do siebie monolog kota („Warczeć, syczeć, pluć i kroczyć”), choć nie ukrywam, że krył się w nim niezły potencjał. Nudą wiało też w „Papie”, opowiadającym o facecie łudząco podobnym do Hemingwaya, który spotyka na swojej drodze fana jego prozy, oraz „Fontannie”, w której dopiero puenta wyciska z czytelnika skrawek jakichkolwiek emocji. Jak widać, w każdej antologii trafią się zgniłe jajka.

Ciekawym pomysłem, który z pewnością spodoba się fanom Ketchuma, było dołączenie do każdego opowiadania notatki od autora, w której wyjaśnia on okoliczności jego powstania, inspiracji, czy wrażeń towarzyszących jego pisaniu. Jednak poza nazwiskiem pisarza zabrakło mi klamry spinającej tematycznie wszystkie teksty, pewnego motywu przewodniego, który nadawałby zbiorowi głębszy sens.

Podsumowując, z pewnością nie jest to szczyt możliwości Ketchuma, który przyzwyczaił czytelników do eksplozji emocji. „Czas zamykania” jest poprawny, ale nie zachwycający, świetne teksty przeplatają się ze znacznie słabszymi, choć w ogólnym rozrachunku ocena wychodzi na plus. Fani autora z pewnością sięgną po książkę choćby po to, by posmakować kolejnej dawki jego prozy, jednak na pierwsze spotkanie z Ketchumem polecałabym raczej jego powieści niż opowiadania.

Za egzemplarz do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Replika.

Komentarze

  1. Widzę, że podobnie oceniłyśmy ten zbiór opowiadań. Szkoda, bo mocno zawiodłam się na Ketchumie - nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale chyba dużo lepiej wychodzą mu powieści, niż krótsze formy. Wobec tego faktu chyba nie udało mu się zdetronizować Stephena Kinga...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu King to King ;) A Ketchum chyba faktycznie powinien zostać przy powieściach...

      Usuń
  2. Mam podobne odczucia. Zbiór nie jest spójną całością, czegoś mu brakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety... ALe przynajmniej część opowiadań była bardzo dobra ;)

      Usuń
  3. Mistrz, jaki skromny ;)

    Swoją drogą to fakt, Ketchum czytelnika wybebeszy mentalnie, zaś bohatera powieści dosłownie ;)
    A "Czas zamykania" chcę kiedyś przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... Ketchum nie jest mistrzem świata w pisaniu, z pewnością, ale lubię go - to taka moja chora fascynacja. Mam nadzieję, że chociaż zbiorek jest nierówny, czegoś mu brakuje i jest miejscami gorzko rozczarowujący, to i tak przypadłby mi choć trochę do gustu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Każda dotychczasowa recenzja tego zbiorku jest właśnie taka pół na pól. Szkoda, ale... i tak przeczytam. Mam jednak jeszcze trochę do nadrobienia, wiec się nie pali. A takie posłowia po każdym opowiadaniu pisze zawsze King i lubię je szczególnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię takie autorskie notatki i to w każdym wykonaniu :)

      Usuń
  6. Ja również przeczytam. Teraz czytuję sobie przed snem ketchumowe "Królestwo spokoju" (też zbiór opowiadań).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Królestwo spokoju" czeka sobie już u mnie na półce, mam nadzieję, że okaże się lepsze niż "Czas zamykania"...

      Usuń
  7. Nie czytuje takich książek, ale jeśli kiedyś się zdecyduję na Ketchuma, to będzie to jakaś powieść - opowiadań nie lubię.

    OdpowiedzUsuń
  8. Szkoda, że tak różnorodnie wypada. Ale może skuszę się na jakąś książkę Ketchuma, niekoniecznie będącą zbiorem opowiadań.

    OdpowiedzUsuń
  9. To tylko 300 stron, a dla rozluźnienia można poczytać. Pewnie teraz tak piszę, a przy lekturze tych słabszych i tak będę się nieźle wkurzał, ale cóż... :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Z autorem nie miałam styczności, ale mam już jedną książkę na swojej półce, zatem zobaczymy, czy przypadnie mi do gustu i czy sięgnę po tę publikację.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele