piątek, 31 stycznia 2014

Jedna okładka - dwie książki, czyli rozdwojenie jaźni podczas wizyty w księgarni.

Mówi się, by nie oceniać książki po okładce, ale nie oszukujmy się - bardzo często to właśnie ciekawa oprawa przykuwa spojrzenie i przyciąga nas do sięgnięcia po daną powieść lub przynajmniej zapoznania się z jej opisem. A jednak może się zdarzyć, że natkniemy się na książkę, której okładka jest podejrzanie znajoma, natomiast tytuł i nazwisko autora nic nam nie mówią. Następuje chwila konsternacji i wahania czy aby na pewno oczy lub pamięć nas nie myli. Jeśli Was to spotka, nie martwcie się o swoje zmysły czy duchową kondycję - nie jest to może praktyka powszechna, ale zdarza się.

Wczoraj na stronie FB Wydawnictwa MAG pojawiła się zapowiedź powieści Brandona Sandersona "Droga Królów". Opis zachęca i to jak najbardziej, ale już pierwszy rzut oka na okładkę wystarczył, by stwierdzić, że wygląda ona znajomo. Dokładnie tak samo jak oryginalne wydanie "Króla cierni" Marka Lawrence'a.


Niezbyt oryginalnie prezentuje się także pierwsze wydanie cyklu "Pieśń Lodu i Ognia" George'a R.R. Martina. Swoją drogą jest to jedna z moich ulubionych serii, na nieszczęście obdarzona klątwą kiepskich wydań - albo filmowych albo takich, które już się gdzieś pojawiły w innym wcieleniu.



Z naszego polskiego podwórka znalazłam jeszcze jeden przykład, tym razem niemal identycznych okładek - "Wyrok" Mariusza Zielke oraz "Dopuszczalne straty" Irwina Shawa.


Dzięki Waszym komentarzom zwróciłam uwagę także na inne zduplikowane wydania:

Renata Sz. dostrzegła dziwną "zbieżność" w okładkach książek "Simon i dęby" oraz "Chłopcy z Placu Broni".




Natomiast Milla zwróciła uwagę na aż cztery książki, na których okładkach widnieje taka sama grafika!



To jednak i tak drobnostki w porównaniu z zagranicznymi wydaniami, które wyglądają niemal jak przygotowywane na kserokopiarkach. Tutaj znajdziecie bogatą galerię zdjęć, rekordowe okładki mają nawet po dziewięć (prawie) różnych wcieleń.

Dlaczego dochodzi do takich sytuacji? Czasem dane wydawnictwo idzie nieco na skróty i korzysta z gotowych zdjęć, które można wykupić za zwykle niewielką opłatą. Problem w tym, że nie są one wtedy zastrzeżone i dochodzi do sytuacji, że to samo zdjęcie można znaleźć w różnych odsłonach i na różnych książkach.

Wracając jednak do sedna, tak jak wspomniałam - nie należy oceniać książki po okładce, ale patrząc na "Drogę królów" w takim, a nie innym wydaniu, nieodmiennie będzie mi ona przywodziła na myśl powieść Lawrence'a. I podejrzewam, że dotyczy to nie tylko mnie. Zdecydowanie zbyt mocnym byłoby stwierdzenie, że przez takie praktyki dane wydawnictwo strzela sobie w kolano (w końcu nie kupujemy książek dla ich okładek), ale zdecydowanie kiepsko to wygląda pod względem marketingowym.

A co Wy o tym sądzicie? Trafiliście na inne tego rodzaju duplikaty?

61 komentarzy:

  1. Choć nie kupuję książki, jeśli gatunek lub opis mi nie podchodzą to trzeba przyznać, że okładka jest pierwszą rzeczą, która mnie do danej pozycji przyciąga. Nigdy jednak nie zwracałam uwagi na podobne okładki. Z Twojego postu wynika jest jest ich niesamowicie dużo. Dobrze, że polski rynek nadal się przed tym broni. Może nie do końca, ale jednak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, w porównaniu z tamtym zestawieniem zagranicznych okładek (choć i tam jest kilka polskich przykładów), nie jest u nas jeszcze tak źle.

      Usuń
  2. Nie spotkałam się jeszcze z czyms takim, ale to aż śmieszne. Pewnie trochę by mnie to zniechęciło do książki. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę śmiesznie robi się przy tamtym dziewięciu okładkach z tym samym zdjęciem :)

      Usuń
  3. Jejku!!! Pierwszy raz takie coś widzę, jestem zszokowana!

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha, co za wygodnictwo... ale żeby nie sprawdzić przed wydaniem, czy taka okładka już gdzieś jest?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak technicznie rzecz ujmując, to nie wiem, czy jest możliwość sprawdzenia, czy ktoś inny nie wykorzystał już danego zdjęcia do okładki. Wydaje mi się też, że jest to chyba bardziej kwestia oszczędności niż wygody - w końcu wykorzystanie bazy dostępnych grafik jest tańsze niż kupienie oryginalnego projektu przeznaczonego wyłącznie dla jednej osoby/firmy. Ale aż tak szczegółowo się na tym nie znam :)

      Usuń
  5. Szczerze mówią, to nie... Ale jestem w szoku takim małym... Słyszałam o tendencji, by książki tłumaczone miały taką samą okładkę, co wydanie oryginalne - i to pochwalam - ale to, co pokazałaś... Graficy powinni się bardziej postarać albo robić dokładniejszy reaserch...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też podoba mi się pomysł wykorzystywania oryginalnych okładek w wydaniach zagranicznych. Natomiast nie chciałabym mieć na półce egzemplarzy wyglądających dokładnie tak samo, a będących zupełnie odrębnymi powieściami...

      Usuń
  6. Faktycznie okładka kropka w kropkę jak "Król cierni" :/ Zmieniona kolorystyka jedynie, co i tak nie zmienia faktu, że wygląda to żałośnie. Tak duże wydawnictwo i nie ma pomysłu na własne okładki?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak wspomniałam, jest to chyba bardziej kwestia funduszy niż pomysłu, no ale pewien niesmak zostaje...

      Usuń
  7. I weź później człowieku zidentyfikuj książkę, kiedy opis okładki może wskazywać na cztery czy pięć pozycji. Ja rozumiem oszczędności, ale żeby aż tak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobny problem, że często pamiętam książki, o których u kogoś czytałam, po okładkach, a niekoniecznie tytułach. I tu pojawia się problem... ;)

      Usuń
  8. Takich duplikatów jest mnóstwo, gdzie na lubimyczytac jest nawet specjalny wątek. Mnie to irytuje, bo czasem zdarza mi się wziąć do ręki jakąs książkę bo "widziałam ją u koleżanki", ale czytam opis i coś mi nie pasuje xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie trafiłam na bardzo dużą ilość takich dublikatów i mam nadzieję, że się to nie zmieni w przyszłości ;)

      Usuń
  9. Przyznam się bez bicia, że mam słabość do okładek, ale z takim "procederem" wydawniczym jeszcze się nie spotkałem. No cóż, wydawnictwa tną koszty gdzie popadnie, szkoda, że z uszczerbkiem na oryginalności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano szkoda, niestety... a do okładek też mam słabość, jestem typowym wzrokowcem ;)

      Usuń
  10. Tak jak napisałaś marketingowo wypada to kiepsko. Mnie bardzo irytują takie działania, co więcej niekiedy czuję się oszukana, ale dopóki wydawnictwa będą szukały oszczędności, to takie chwytu nie przeminą.

    Jakiś czas temu, na moim blogu, przy okazji recenzji książki "Simon i dęby" również poruszono temat identycznych grafik, przykładem był wyżej wspomniany tytuł i "Chłopcy z placu broni" Naszej Księgarni. http://szelestksiazek.blogspot.com/2013/11/simon-i-deby-marianne-fredriksson.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie do Ciebie zajrzałam, kojarzyłam okładkę"Simona...", ale nie nowego wydania "Chłoców...". Eh, widzę, że to naprawdę powszechna praktyka...

      Usuń
    2. Niestety powszechna...
      Jeszcze mi się przypomniało. Kiedyś, przy recenzji "Alex" Lemaitra, Agnieszka T zwróciła uwagę, że okładka jest bardzo podobna do grafiki "Berlin późne lato" Kozery (Link do zdjęcia http://imageshack.com/a/img35/6873/g62y.jpg ) Nóżki na pewno te same :-)

      Usuń
    3. Na 100%! Teraz będę chyba wypatrywać takich kopii... ;)

      Usuń
  11. Niefajnie to wygląda:(
    Też bym nie chciała mieć dwóch różnych książek z taką samą okładką.

    OdpowiedzUsuń
  12. Spotkałam się z takim przypadkiem, takie same okładki mają np:
    "Grobowa tajemnica" Charlaine Harris, "Poza Strachem" Jane Ford, "Zabójcza ziemia" Jacka Higginsa, "Zacisze 13" Olgi Rudnickiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurczę, aż cztery? Nie widziałam ich wcześniej... Pozwól, że podkradnę te tytuły i uzupełnię nimi posta :)

      Usuń
  13. Podobna sytuacja była z jakąś książką Stephena Kinga od Albatrosa. Oni często biorą zdjęcia z banków fotografii/grafik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale masz na myśli wznowienie powieści "To", które przypomina "17 szram" Repliki, czy coś innego?

      Usuń
  14. Żenująca praktyka... Że wydawnictwa typu krzak oszczędzają na dobrych grafikach, to już dawno przestałam się dziwić, ale że MAG?... Nie lubię "fotograficznych" okładek, kojarzą mi się z tandetą, wymiennością, wtórnością, i jak się okazuje, jedna fotka może obsłużyć dowolną ilość tytułów. W tym pędzie do potaniania wszystkiego rynek wydawniczy zaczyna już zjadać własny ogon.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj masz rację, akurat po MAGu można by się spodziewać czegoś więcej...

      Usuń
    2. Redaktor MAGa wyjaśniał na forum czemu się na ten krok zdecydował. Inne okładki, które miał do wyboru nie przypadły mu do gustu. I rzeczywiście nie były one za ciekawe. Więc już nie przesadzajmy. Robicie z igły widły.

      Usuń
    3. Ale kto powiedział, że można wykorzystać tylko gotowe okładki?

      Usuń
    4. A kto powiedział, że nie może jeśli okładka jest ładna, pasuje tematycznie i nie jest wykorzystana przez żadne inne polskie wydawnictwo? Mi akurat okładka "Drogi królów", którą wybrał AM bardzo się podoba i gdyby nie MAG w ogóle nie miałaby szans pojawić się na jakiejkolwiek książce, ponieważ Papierowy Księżyc tworzy swoje grafiki na okładki.

      Usuń
    5. Mnie również się podoba i dobrze, że została wykorzystana. Ale rozumiem, że trzeba się czepiać wszystkiego, byle tylko coś napisać. MAG i tak ma w większości przypadków (według mnie) najładniejsze okładki ze wszystkich wydawnictw na naszym rynku, ale jak widać wszystkich nie zadowolisz.

      Usuń
    6. Chyba w swoim zacietrzewieniu gubicie trochę sens mojej wypowiedzi. Nigdzie nie stwierdziłam, że okładka jest brzydka lub mało interesująca (i tu się zgadzam, że generalnie MAG ma świetne okładki), tylko że jest to powielenie oprawy innej książki. I nie trafia do mnie argument, że nie wykorzystało jej inne polskie wydawnictwo, więc w czym problem - część z nas kupuje też książki anglojęzyczne.
      A poza tym pozostaje też kwestia doboru okładek do kolejnych tomów cyklu - będzie ich więcej niż trzy, więc nagle w połowie cyklu wydawnictwo zdecyduje się na zupełną zmianę oprawy? Bez sensu.

      Usuń
    7. Komentarz wyżej jest świetnym podsumowaniem tej dyskusji.
      Dodam od siebie, że autor amerykańskiej okładki do Drogi Królów - M. Whelan jest najbardziej cenionym artystą-grafikiem w świecie fantasy. Wystarczy spojrzeć na ilość nagród jakie otrzymał. Niedawno ukazała się okładka do kolejnej części cyklu: http://www.17thshard.com/forum/uploads/465ccfc35d9921c14ea6fa31d241dafc.jpg
      Szkoda, że przez widzimisię AM i grupy jego zagorzałych "fanów" z forum MAG-a, cierpi WIĘKSZA część czytelników Sandersona... i Whelana.

      Usuń
  15. Trochę to drażniące. :/ Ostatnio widziałam okłądkę książki, łudząco podobną do thrillera "Krucyfiks" Chrisa Cartera (tylko nie pamiętam, co to był za tytuł), Zdjęcie jest na tyle charakterystyczne, że po prostu zawsze będzie mi się kojarzyć z Carterem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w tym rzecz, że często dana okładka kojarzy się z konkretną powieścią lub autorem. Ja tak mam choćby w przypadku Lawrence'a.

      Usuń
  16. Niestety, coraz częściej się to zdarza. Ja ostatnio też trafiłam na takie duble okładkowe i pisałam o nich... http://dwiepasje.blogspot.com/2013/12/jestem-zniesmaczona.html

    Mam nadzieję, że im częściej będziemy o tym pisać i wytykać błędy wydawnictwom, tym bardziej będą się przykładać do tego, by takich błędów nie popełniać. Wiem (albo raczej mam nadzieję), że w większości przypadków robią to nieświadomie, mimo wszystko powinni na to uważać, bo tracą w oczach wielu czytelników. A wziąwszy pod uwagę procent czytelników kupujących książki w księgarniach, lepiej, żeby wzięli to sobie do serca.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, chociaż właśnie z FB się dowiedziałam, że w przypadku MAGa było to działanie celowe i powinnam wcześniej zrobić odpowiedni research, by się tego dowiedzieć. Więc ja się pytam, po co?? eh... :)

      Usuń
    2. Ponieważ oryginalna okładka „Drogi królów” się w wydawnictwie nie podobała (i całkowicie się z tym zgadzam), więc wybrano inną. Może i mogli zrobić własną, ale najwyraźniej stwierdzili, że im się to nie opłaca, a ta okładka w Polsce i tak się nie pojawi, bo Papierowy Księżyc robi własne do książek Lawrence'a. Tak więc myślę, że kojarzenie się jej z „Królem Cierni” nie będzie dotyczyć zbyt szerokiego grona czytelników.

      Usuń
  17. Nie miałam pojęcia. Przykre. Co to pomysłów im brakuje czy ki pieron? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak zostało to już kilka razy napisane, chyba jest to kwestia oszczędności...

      Usuń
  18. O matulu, no tak to jest ze stockowymi zdjęciami. Szkoda, że graficy idą na łatwiznę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja jakoś chyba na to nie trafiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciekawie wypada porównanie tych samych motywów na okładkach - jak łatwo z dobrej grafiki zrobić kiepską okładkę :) Bardzo interesujący post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :) I masz rację - ta sama grafika na niektórych okładkach wygląda nieźle, a na innych kiczowato. Widać to zwłaszcza na tych zagranicznych przykładach.

      Usuń
  21. No duplikaty w sumie często się zdarzają... w sumie jak jest dobre zdjęcie czy grafika i pasuje, no to co się dziwić.

    OdpowiedzUsuń
  22. Rzeczywiście te okładki prawie identyczne, nie podoba mi się takie podejście wydawnictw. Same powinny chcieć się wyróżnić na rynku, tymczasem robią wszystko, by ich książki niknęły w tłumie. Przecież po to mają grafików, by wymyślali coś oryginalnego, a może się mylę? ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie rozumiem problemu. Wydawnictwo płaci za okładkę i legalnie ją wykorzystuje. Najwyraźniej MAG uznał, że okładka "Króla Cierni" jest chwytliwa i pasuje tematycznie do "Drogi Królów", więc ją wybrali. Ktoś tu chyba żyje w wyidealizowanym świecie, jeśli myśli,że takie działania to coś złego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wykluczam, że moje podejście do świata jest nieco wyidealizowane. Nie podoba mi się wykorzystywanie takich samych okładek. Nie do końca rozumiem też, dlaczego wszystkie anonimowi komentatorzy przyczepiają się tylko do mojej krytyki okładki użytej przez wydawnictwo MAG - przecież wspomniałam też o wielu innych... Przypadek?

      Usuń
    2. Mnie też się nie podoba, tyle że oni zrobili to świadomie - tzn. okładka King of Thorns podpasowała pod tytuł Sandersona. Wg mnie nie pasuje, ale jeszcze gorzej jest gdy 2 książki po polsku mają tą samą okładkę. A tak w ogóle to w latach 90. wszystkie wydawnictwa tak robiły, także to nic nowego.

      Usuń
  24. "patrząc na "Drogę królów" (...), nieodmiennie będzie mi ona przywodziła na myśl"

    A tak bardziej po polsku?

    "podejrzewam, że dotyczy to nie tylko mnie"

    Podejrzewam, że jednak tylko ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że nie tylko mnie. Kolejny anonim w obronie MAGa?

      Usuń
  25. Wygląda to niechlujnie. Co więcej, seria Lawrence'a składa się z 3 książek, czyli są 3 okładki do wykorzystania. Jestem ciekaw, z jakiej serii MAG zapożyczy okładkę kolejnych 7 książek z cyklu Stormlight Archive. Popieram autorkę tematu w 100%. Niestety podejście polskich wydawnictw jest takie, a nie inne. Może uwagi i prośby fanów wreszcie coś zmienią. Osobiście wstrzymam się z zakupem książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że każda okładka nie będzie pochodziła z innej serii. Też jestem bardzo ciekawa, jak wydawnictwo to ugryzie.

      Usuń
  26. "Problem" okładkowy porusza też innych, nie tylko Ciebie - post Mateusza: http://mejus250.blogspot.com/2014/02/okadki-z-bankow-zdjec-trawienie.html
    Prawie jednocześnie, umawialiście się? ;))
    Mam nadzieję, że wymiana uprzejmości z anonimami nie będzie zbyt męcząca i długa. ;) Nie przejmuj się!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie umawialiśmy się :) I dzięki, też mam taką nadzieję! ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...