piątek, 11 stycznia 2013

"Zagubieni chłopcy" Orson Scott Card


Tytuł Zagubieni chłopcy
Tytuł oryginału Lost Boys 
Autor Orson Scott Card
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Data wydania 1998

Stron 448
Po raz pierwszy przeczytałam „Zagubionych chłopców” wiele lat temu, gdy nazwisko Card niewiele mi mówiło. Niedawno natrafiłam przypadkiem na tę książkę w bibliotece i postanowiłam ją sobie odświeżyć, aby sprawdzić, czy i tym razem równie mocno mi się spodoba.

Step Fletcher, programista i autor popularnej gry komputerowej, w związku ze zmianą pracy przeprowadza się wraz z rodziną do niewielkiego miasteczka, Steuben. Dosyć szybko jednak to co miało być dla nich szansą na rozpoczęcie lepszego życia, okazuje się największym błędem, jaki popełnili. Wymarzona praca przeradza się w koszmar, a najstarszy syn Stepa, ośmioletni Stevie, nie potrafi odnaleźć się w nowym środowisku do tego stopnia, że zaczyna wymyślać sobie niewidzialnych przyjaciół. Ponadto, jakby tego było mało, w miasteczku od pewnego czasu giną bez śladu kilkuletni chłopcy.

Od razu należy zaznaczyć, że nie jest to książka charakterystyczna dla stylu Carda. Nie jest to ani typowe science fiction, ani fantasy, bliżej jej do kryminału z silnie rozwiniętym wątkiem obyczajowym i elementami paranormalnymi. Te ostatnie jednak w pełni ujawniają się dopiero w końcowych rozdziałach powieści.

Rodzina Fletcherów to mormoni, a autor położył duży nacisk na przybliżenie czytelnikowi ich stylu życia, obrzędów religijnych i zwyczajów. Z jednej strony część tych opisów bywa nużąca, jeśli jednak potraktujemy je w kategoriach ciekawostki, nie jest tak źle. Step i jego żona zostali pokazani niemalże jako idealne mormońskie małżeństwo – wierne zasadom swojej religii, pobożne i wyjątkowo partnerskie. Na szczęście dzięki zobrazowaniu jak różni ludzie należący do ich nowej wspólnoty, powieść nie stała się panegirykiem na cześć sekty mormońskiej. Znajdzie się więc tu zarówno fanatyczny szaleniec, jak i „ciocia dobra rada”, która w rzeczywistości zdewociałą jędzą.

Myszką trącą opisy osiągnięć technologicznych. Z perspektywy współczesnego czytelnika zachwyty programistów nad komputerami, które mają dyski pojemniejsze niż 100 KB, mogą wydać się nieco śmieszne, należy jednak pamiętać, że książka powstała na początku lat dziewięćdziesiątych. I nie tylko wywody na temat komputerów przenoszą nas w tamte lata – wielkim hitem jest wówczas „I’ll be watching you” zespołu The Police.

W przeciwieństwie do wielu książek Carda, „Zagubieni chłopcy” raczej nie należą do powieści porywających od pierwszych stron. Akcja rozwija się tu raczej powoli, nieuchronnie jednak zbliżając nas do kulminacyjnych wydarzeń. Zakończenie Was zaskoczy – tego jestem pewna! Nie żałuję, że ponownie sięgnęłam po tę książkę, choć obecnie wiele poruszonych w niej kwestii odebrałam nieco inaczej niż podczas pierwszej lektury.

Moja ocena: 4+/6

18 komentarzy:

  1. Nie znam tego autora, jakoś w ogóle go nie kojarzę na ten moment. Ale po recenzowaną przez Ciebie książkę chętnie sięgnę, mimo że nie porywa od pierwszych stron, a opisy osiągnięć informatycznych trącą myszką :)

    PS. Nie wiem czy widziałaś, ale dodałam link do styczniowego wyzwania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej znany jest chyba z cyklu o Enderze, do którego swoją drogą właśnie się przymierzam. A na Kąciku jest jeszcze inna jego ksiażka - "Zaginione wrota" :)

      Ps. Widziałam, ale wczoraj miałam taki zakręcony dzień, że dopiero dzisiaj nadrabiam zaległości na blogu :)

      Usuń
  2. Nie słyszałam o tej książce. W wolnej chwili może po nią sięgnę.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna okładka :) Nie natknęłam się jeszcze nigdy na "Zagubionych chłopców", ale coś mi mówi, że może to być bardzo ciekawe spotkanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Scott Card należy do moich ulubionych autorów, bez dwóch zdań, ale to raczej za sprawą bezkonkurencyjnego Endera (może też sobie powinnam odświeżyć?...). Nie pamiętam, czy czytałam "Zagubionych chłopców", podejrzewam, że tak, bo pochodzi z czasów, kiedy czytałam wszystko z tej serii Fantastyki, ale widać jakoś nie zapadło mi szczególnie w pamięć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powoli biorę się właśnie za Endera - mąż hurtem czyta cały cykl, jest przy "Ksenocydzie" właśnie i bardzo sobie chwali, więc potem ja go przejmę :)

      Usuń
    2. Trochę Ci nawet tego zazdroszczę - niesamowita lektura przed Tobą:) Aż mnie korci, żeby zrobić małą reaktywację...

      Usuń
  5. To chyba całkiem zabawne czytać o informatykach z końca XXw. którzy zachwycają się nowoczesną technologią :)
    a co do samej fabuły to jest całkiem interesująca, to dziwne, ale chyba jeszcze nigdy nie czytałam żadnej książki pisanej z perspektywy informatyka, więc może już czas to nadrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością ciekawe, choć czasem trochę mnie to drażniło :)

      Usuń
  6. Przeczytałam tylko Grę Endera, która absolutnie mnie zachwyciła. Nawet nie sięgałam po następne części, bo bałam się rozczarowania - różnie o kontynuacji piszą. Ale czuję, że trzeba poznać resztę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze mi większego apetytu na Endera zrobiłaś Olu :)

      Usuń
  7. Póki co planuję przeczytać Grę Endera, a nad tą pozycją zastanowię się w przyszłości.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie kojarzę tego autora, jednak bardzo chętnie sięgnę po tą książkę. Bardzo lubię taki klimat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autor jak najbardziej wart jest poznania :)

      Usuń
  9. Czytam właśnie 3 książkę z serii "Gra Endera" tego autora. Jak ktoś lubi sci-fi będzie zadowolony. Może miejscami za dużo filozofii, ale da się przeżyć. Autor napisał pierwsze książki przed erą social media, ale trzeba mu przyznać, że dosyć trafnie przewidział ich rozwój - może trochę przerysowując ich siłę "sprawczą", ale jednak.

    Kolejne części serii dorównują poziomem "Grze Endera", więc można spokojnie po nie sięgać.

    PS. czy można liczyć, że kolejne pozycje sci-fi na blogu to będzie coś polskiego, np. dawny Ziemkiewicz?:>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doceniam merytoryczny komentarz :)
      Ps. Z Ziemkiewiczem mi trochę nie po drodze, ale jeśli mąż mi sprawi, to kto wie, kto wie? :P

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...