niedziela, 28 października 2012

„Czego nie słyszał Arne Hilmen” Iwo Zaniewski

Tytuł Czego nie słyszał Arne Hilmen
Autor Iwo Zaniewski
Wydawnictwo W.A.B.
Data wydania 2012-10

Stron 352

Debiutancka książka Iwa Zaniewskiego „Czego nie słyszał Arne Hilmen” zaintrygowała mnie od momentu, gdy zobaczyłam ją w zapowiedziach wydawniczych. Interesujący opis pobudzał wyobraźnię, dając nadzieję na „thriller o nietypowej budowie”, a świetna okładka jeszcze spotęgowała dobre wrażenie.

Arne Hilmen już od kilkunastu lat stoi na czele komisariatu w jednym z norweskich miast. Trwa właśnie noc polarna, wszystko spowija ciemność i zdaje się, że nawet przestępcy nie mają ochoty na aktywną działalność. W pilnowanej przez niego dzielnicy nie dochodzi do morderstw, ani strzelanin. Nawet narkotykowych dealerów próżno tu szukać. Życie toczy się spokojnie i leniwie. Pewnego dnia siedemdziesięcioletnia wdowa Ronstad zgłasza na policję zaginięcie służącej. Jednocześnie w okolicy coraz częściej, bez żadnego powodu, uruchamiają się alarmy zainstalowane wewnątrz domów. Pozornie nic poważnego się nie dzieje, ale gdy następnego dnia po rozmowie z Hilmenem staruszka umiera, policjant zaczyna podejrzewać, że przyczyną jej śmierci nie był zwykły zawał. Wrażenie, że coś jest nie tak, potęguje fakt, że odnaleziona w jednym ze szpitali służąca pani Ronstad, również leciwa staruszka, zdaje się być czymś skrajnie przerażona. Nie mając jednak podstaw do wszczęcia oficjalnego dochodzenia, Arne rozpoczyna prywatne śledztwo.

Powieść zdecydowanie nie jest typowym thrillerem. Brak w nim morderstwa (choć, czy na pewno?), z wyjątkiem głównego bohatera działającego na własną rękę, policja właściwie nie jest zaangażowana w tę sprawę. Mało tego, nikt poza Hilmenem nawet nie podejrzewa, że jakakolwiek „sprawa” istnieje. Dlatego też choćby ze względu na tę nowatorskość należy się autorowi pochwała.

Pierwszą połowę książki przeczytałam w oka mgnieniu. Narastający nastrój grozy błyskawicznie mi się udzielił, a niepokojący opis wizyty Hilmena w domu zmarłej pani Ronstad przyprawił mnie o gęsią skórkę. Niewytłumaczalne zjawiska, których świadkiem był mężczyzna, mogłyby z powodzeniem stanowić bazę porządnego horroru. Ostatecznie jednak autor postanowił nie iść w kierunku zagadek paranormalnych i na wszystko odnalazł racjonalne wytłumaczenie. I tutaj pojawia się pewien problem. Choć doceniam oryginalny pomysł Zaniewskiego, muszę przyznać, że spodziewałam się czegoś innego i w pewnym momencie poczułam lekkie ukłucie rozczarowania. Mniej więcej od połowy właściwie wiadomo, gdzie tkwi rozwiązanie tajemnicy, brak jedynie przekonujących ku temu dowodów.

Jak już wspomniałam wcześniej, bardzo podoba mi się wydanie książki. Dużym plusem jest wyraźny druk i brak literówek oraz oprawa ze skrzydełkami, dzięki którym rogi się nie zaginają. Przede wszystkim jednak świetnym rozwiązaniem było wykorzystanie na okładce zdjęcia autora książki (tak, tak drogie panie, to jest właśnie Iwo Zaniewski).

Trudno jest rozpoznać w tej powieści debiut literacki – zarówno styl pisania, jak i umiejętne stopniowanie napięcia (przynajmniej do pewnego momentu) nie pozostawiają wiele do życzenia. Mam jedynie nieco mieszane uczucia odnośnie zakończenia, które nie jest zupełnie jasne. Całość wypada jednak zdecydowanie na plus, dlatego z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnych książek autora.

Serdecznie zachęcam Was do lektury „Czego nie słyszał Arne Hilmen”, która stanowi interesujący powiew świeżości na polskim rynku wydawniczym. Polecam ją zwłaszcza miłośnikom thrillerów. Okazuje się, że niezłą „skandynawską” historię, potrafi stworzyć także polski pisarz.

Moja ocena: 5-/6



Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu W.A.B.



Książkę można kupić:
Książkę przeczytałam w ramach edycji wyzwania Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę

20 komentarzy:

  1. Jestem zaintrygowana i to bardzo. Postaram się przeczytać jak najszybciej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Za nowatorstwo daję autorowi wielkiego plusa i natychmiast dopisuję do swojej listy "chcę przeczytać". Podoba mi się pomysł z wizerunkiem autora na okładce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No proszę, czyli tytuł wyjątkowo współgra z treścią i ma swoje uzasadnienie - to ważne, że nie jest przypadkowy, nośny i intrygujący samym tylko brzmieniem:) Czuję się zachęcona!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, tytuł nabiera jeszcze pełniejszego znaczenia, gdy przeczyta się całą książkę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Jestem admiratorem thrillerów i chętnie sięgam po polskich autorów, więc, panie Iwo, umówimy się wkróce na rendez vous!:-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasia, jakie tempo narzuciłaś, aż nie nadążam czytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam akurat kilka wolnych dni, a że na dworze było nieciekawie, pozostawało mi czytanie ;)

      Usuń
  6. Moje tereny, moje klimaty, na pewno będę się rozglądać za tą okładką :D Ale żeby dać na niej zdjęcie autora...oryginalny zabieg. I jaki oszczędny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaniewski jest nie tylko "modelem", ale i autorem projektu graficznego okładki :)

      Usuń
  7. Podoba mi się sam pomysł na książkę. Podoba mi się też okładka, ale czy przeczytam trudno jednoznacznie stwierdzić :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Polski pisarz w skandynawskich klimatach...czuję się zaintrygowana:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaraz sobie zapiszę tytuł, żeby mi nie uciekł. Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Skandynawskie klimaty opisane przez Polskiego pisarza, to musi być ciekawe.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zapowiadało się leniwie, narracja jak z niektórych angielskich kryminałów, ale od połowy książki nie nadążałem przewracać kartek ;-). Jeden dzień i po książce.
    Super lektura, teraz trzeba będzie czekać rok? dwa? na następne dzieła Iwo.

    OdpowiedzUsuń
  12. Lubię czytać książki polskich autorów, więc i tę postaram się przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nuda, beznadzieja, coś na kształt meksykańskiej telenoweli pomieszanej z przygodami agenta 007 - jakieś pijackie bzdury, thriller, horror - to chyba jakaś pomyłka z gatunkami, raczej opowieści mieszkańca domu wariatów...............ŻENADA !!!!!!!!!!!! Szkoda pieniędzy i czasu na czytanie takiego bełkotu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że całkowicie odmiennie odebraliśmy tę książkę. Szkoda tylko, że nie masz odwagi, by podpisać się mieszając coś/kogoś z błotem.

      Usuń
  14. A ja dziś sluchalem rozmowy z autorem na tok.fm i na pewno przecztam. Ciekawa postac ten Iwo...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...