sobota, 25 sierpnia 2012

"Ostatnie królestwo" Bernard Cornwell


Ostatnie królestwo, Bernard Cornwell
Wojny Wikingów. Tom 1
Instytut Wydawniczy Erica, 2010
Moją przygodę z cornwellowską serią „Wojny Wikingów” rozpoczęłam od tomu drugiego, nadszedł więc czas nadrobić zaległości i powrócić do początku tej historii.

Akcja powieści toczy się w IX wieku na terenie Anglii. Głównym bohaterem, a jednocześnie narratorem jest Uhtred, który jako stary człowiek snuje opowieść o swoim pełnym przygód, długim życiu. Mając niespełna dziesięć lat, Uhtred, szlachetnie urodzony syn eldormana z Bebbanburgu, zostaje porwany przez Duńczyków, którzy najechali na angielskie ziemie i planują założyć tu własne państwo. 

Nieco paradoksalnie, to pod opieką jarla Ragnara chłopiec odnajduje szczęście i poznaje, co to prawdziwa miłość i przyjaźń. Z Wikingami, jak nazywano wówczas skandynawskich najeźdźców, łączą go silne więzi emocjonalne oraz religia. Gdy Ragnar ginie podczas podstępnego napadu z rąk innego Duńczyka, Uhtred postanawia powrócić do swoich pobratymców, Anglików, i przysięga pomścić śmierć mężczyzny, który był dla niego jak ojciec. W końcu, nieco wbrew sobie, łączy swoją przyszłość z królem Alfredem, który przeszedł do historii jako Wielki, w powieści jednak został przedstawiony jako wyjątkowo antypatyczna postać.

Trochę dziwnie czyta się książkę, gdy wiadome jest, jaki los czeka każdego z bohaterów. Z tego powodu brakowało mi nieco poczucia niepewności, jak ostatecznie zakończą się niektóre wydarzenia. Mogę mieć jednak pretensje tylko do siebie, że po tom pierwszy tej fascynującej serii sięgnęłam dopiero teraz. Z drugiej strony, świadomość, że bohaterowie, którzy zyskali moją sympatię, przeżyją bez większych obrażeń do kolejnych tomów, pozwoliła mi cieszyć się tą lekturą bez obaw, że kolejny rozdział rozwieje moje nadzieje na happy end. Z przyjemnością poznałam też szczegóły wydarzeń, które znałam z kolejnych części cyklu jedynie powierzchownie.

Tak jak w przypadku każdej powieści autorstwa Bernarda Cornwella, jestem pod wielkim wrażeniem rozmachu, z jakim odmalowuje on przed oczyma czytelnika świat przedstawiony. Akcja „Ostatniego królestwa” rozgrywa się w IX wieku i wyraźnie można poczuć to dzięki plastycznym i wiarygodnym opisom codziennego życia przeciętnego, żyjącego w owych czasach człowieka. Autor nie stara się na siłę uwspółcześnić stworzonych przez siebie bohaterów, a wręcz przeciwnie – ich sposób myślenia i wyznawane wartości znacznie różnią się od tego, co jest nam bliskie obecnie. Na przykład, w opisywanych przez Cornwella realiach niezamężna szesnastolatka uchodziła za dziwoląga – większość kobiet w jej wieku (właśnie – kobiet, a nie dziewcząt, jak byśmy stwierdzili współcześnie) miała już przynajmniej jedno dziecko i chodziła właśnie w ciąży z kolejnym. Podobnie szesnastoletni chłopiec uchodził za dorosłego mężczyznę i brał udział w wyprawach wojennych.

Po raz kolejny rzuca się także w oczy duża niechęć, z jaką przedstawiony został Kościół katolicki. Zdecydowana większość księży występujących na kartach powieści to pozbawieni odwagi darmozjady, zaślepieni fanatycy lub fałszywi, dwulicowi oszuści. Muszę jednak przyznać, że w porównaniu z pozostałymi książkami Cornwella, jakie miałam okazję czytać, takiego jawnego antyklerykalizmu jest w „Ostatnim królestwie” znacznie mniej. Zastanawiam się także, czy jest to przejaw osobistej animozji autora do Kościoła, czy też próba pokazania, jak naprawdę wyglądało duchowieństwo w ówczesnych czasach.

Powieść ta ma w sobie wszystko to, co powinna zawierać dobra książka przygodowo-historyczna – wartką akcję, wciągającą fabułę, wyrazistych bohaterów, których nie sposób nie polubić i świetnie odmalowane realia epoki. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Bernarda Cornwella, warto rozpocząć jej poznawanie właśnie od „Ostatniego królestwa”.

Przeczytaj także:

21 komentarzy:

  1. przyznam szczerze, że nie umiałabym chyba czytać książki od tyłu ;] wpierw cz2 a potem wracać do początków ;]
    podziwiam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było to do końca zamierzone - dostałam tom drugi akurat wtedy, gdy nie bardzo miałam jak kupić pierwszy, a nie mogłam się powstrzymać od czytania :)

      Usuń
  2. Ja właśnie przyniosłam z biblioteki Trylogię Arturiańską Cornwella i jestem bardzo ciekawa, czy spodoba mi się twórczość tego autora. Pewne jest na razie to, że odpowiada mi tematyka jego książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trylogia Arturiańska jest świetna, ale WOjny WIkingów jeszcze bardziej mi się podobają. Przyjemnej lektury!:)

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że nie poprzestanę tylko na Trylogii Arturiańskiej i Cornwell spodoba mi się tak bardzo, że będę polowała na wszystkie jego ksiżżki :)

      Usuń
    3. U mnie tak właśnie było :)

      Usuń
  3. Jeszcze nie znam, ale poznam na pewno :) Tyle się o Cornwellu mówi i pisze, że wstyd nie znać jego twórczości. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy wstyd to nie wiem, ale na pewno warto po niego sięgnąć :)

      Usuń
  4. Fabuła jest bardzo interesująca, może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, jeśli tylko lubisz powieści historyczne, na pewno się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  5. Ależ Ci zazdroszczę tej serii! Koniecznie muszę przeczytać - nie tylko ją, ale wszystkie powieści Cornwella... chyba mi życia braknie na wszystkie te fantastyczne książki:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd ja to znam - tyle książek do przeczytania, a czasu na nie brak :) A Cornwell jest rewelacyjny! :)

      Usuń
  6. Całkowicie popieram Twoje zdnaie o Cornwellu. Jestem przed drugim tomem i jestem ciekawa koljenych niesamowitych przygód bohaterów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zdradzając szczegółów, mogę tylko powiedzieć, że każdy kolejny tom tego cyklu jest coraz lepszy :)

      Usuń
  7. Calkiem ciekawa seria, choc szczerze nie przepadam za opowiesciami sredniowiecza to czasami robie wyjatki na rzecz dobrych tytulow :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie, Cornwell to gwarancja dobrej powieści, do tej pory się na nim nie zawiodłam, a przeczytałam już siedem jego książek :)

      Usuń
  8. Nie odebrałam obrazu jaki nakreślił autor jako animozji do kościoła, raczej na znajomośc realiów tamtej epoki. Poza tym właśnie przeplatające się wpływy różnych "religii" to trzon, na którym wykreował swego bohatera. Powieśc zrobiła na mnie ogromnie wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się właśnie zaczęłam zastanawiać nad tym, bo to moja siódma książka jego autorstwa i w każdej duchowieństwo przedstawione jest wyjątkowo negatywnie. Choć możliwe, że masz racje i autor po prostu pokazał, jak to naprawdę wyglądało w tamtych czasach...

      Usuń
  9. jak to 1 tom, to chyba od niego zaczne przygodę z tym autorem

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam w tym tygodniu pierwszy tom, dzisiaj pobiegłam po dwa kolejne i już prawie 100 stron drugiego za mną...czyli jednak dobrze, że Cornwell w drugiej części przytacza pokrótce wydarzenia z pierwszej :) Dla Ciebie chociażby śmierć Ragnara nie była tak zaskakująca, mi ten epizod przy czytaniu pierwszego tomu odebrał dobry humor. I ciągle jako Ragnara - teraz młodszego - widzę Ragnara z serialu Wikingowie, choć przecież różnią się wyglądem :) Czyli w pozostałych powieściach antyklerykalizm jest silniejszy? Fakt, Cornwell tworzy tutaj z wiary po prostu jakiś chory fanatyzm, pokazuje totalnie błędne myślenie i ślepe patrzenie. Cóż, jestem zdania, że nie tyle to wynika z poglądów autora, których nie znam, a z tego, że kiedyś tak faktycznie było. I Kościół miał taką uprzywilejowaną pozycję. Dziwnie mi się czyta książki, w których...kibicuję brutalnym Duńczykom, a nienawidzę spokojnych Anglików. Na zdrowy rozsądek powinno być na odwrót :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak Ci się spodobały "Wojny..." i wcale się temu nie dziwię. To według mnie najlepszy cykl Cornwella. I też kibicuję Duńczykom, co też na pierwszy rzut oka może się zdawać pewnym kuriozum.
      Co do antyklerykalizmu, to zgadzam się, że to bardziej obraz ówczesnych czasów niż poglądów autora, choć z drugiej strony taki sam obraz widać np. w Trylogii Arturiańskiej i "Pieśni łuków"... No i z powieści na powieść wcale się to nie zmienia.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...