środa, 11 lipca 2012

"Pieśń Łuków. Azincourt" Bernard Cornwell



Pieśń Łuków. Azincourt, Bernard Cornwell 
Esprit, 2009
Bernard Cornwell nie bez powodu nazywany jest najlepszym współczesnym twórcą powieści historyczno-przygodowych. 

Niewielu pisarzy potrafi z takim rozmachem i precyzją nakreślić realia danej epoki i w subtelny sposób wpleść fikcję w autentyczne wydarzenia, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z wiekiem piątym („Trylogia Arturiańska”), dziewiątym („Wojny Wikingów”), piętnastym („Pieśń łuków”) czy dziewiętnastym („Kampanie Richarda Sharpe’a”). Za każdym razem autor staje na wysokości zadania i zapewnia czytelnikowi pełną emocji podróż w przeszłość.

„Pieśń łuków. Azincourt” podejmuje temat jednej z najgłośniejszych bitew średniowiecza, zwanej także „Grunwaldem Europy Zachodniej”, czyli tytułowej bitwie pod Azincourt. Choć miała ona miejsce w 1415 roku, do tej pory wzbudza kontrowersje i niesnaski pomiędzy angielskimi i francuskimi historykami, który postrzegają ją w całkowicie odmienny sposób. Dla pierwszych urosła do rangi symbolu, a Azincourt stał się przykładem bohaterstwa i heroicznej walki angielskiego rycerstwa i walijskich łuczników. Z kolei Francuzi przekonują, że znaczenie tej bitwy zostało przecenione, a legenda w jaką przerodziły się wydarzenia z tego dnia ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Nie można jednak zaprzeczyć, że bitwę pod Azincourt szeroko komentowano na terenie całej ówczesnej Europy i była ona jednym z najbardziej spektakularnych zwycięstw wojsk angielskich nad francuskimi.
Podobnie jak w pozostałych powieściach Cornwella, wydarzenia opisane w „Pieśni łuków” zostały przedstawione z punktu widzenia szeregowego żołnierza, w tym przypadku młodego walijskiego łucznika, Nicholasa Hooka. Głównego bohatera poznajemy, gdy po zaatakowaniu sir Martina, księdza nienawidzącego całej rodziny Hooków, Nick staje się banitą i musi uciekać z kraju. Wraz z innymi łucznikami dołącza do armii, którą król Henryk V szykuje do wojny z Francją. Po przebyciu kanału La Manche chłopak dosyć szybko staje się świadkiem rzezi dokonanej przez Francuzów na niewielkim angielskim oddziale oraz na mieszkańcach miasteczka Soissons. Masakrę tę przeżywa jedynie on oraz Melisanda, zakonnica, którą Nick broni przed gwałtem. Po wydostaniu się z miasta oboje dołączają do głównej armii angielskiej i od tej pory ich losy zostają ściśle splecione z kampanią wojenną prowadzoną przez Henryka V. Kampanią, której zwieńczeniem okazuje się być właśnie bitwa pod Azincourt.

Jak autor podkreślił w nocie historycznej znajdującej się na końcu książki, starał się jak najwierniej przedstawić wydarzenia opisane w powieści i jedynie w kilku momentach pozwolił sobie na dodanie im nieco kolorytu. Wiele postaci przewijających się przez karty „Pieśni łuków” istniało naprawdę. Ciekawostką jest także fakt, że z wyjątkiem jednego człowieka, nazwiska wszystkich łuczników pojawiających się w powieści autor zaczerpnął z list werbunkowych tworzonej wówczas armii. Dotyczy to także głównego bohatera, Nicka Hooka.

Do niewątpliwych zalet książki należy wartka akcja. Choć książka liczy ponad 600 stron, czyta się ją błyskawicznie, a to głównie za sprawą interesującego wątku i postaci głównego bohatera. Polityka i sprawy, które zaprzątały wówczas głowy możnowładców kierujących całą kampanią schodzą na drugi plan. Na pierwszym widzimy bowiem późne średniowiecze widziane z perspektywy zwykłego człowieka.

Dzięki lekcjom historii i pięknym kostiumowym filmom tudzież wyidealizowanym książkom, wielu z nas postrzega średniowieczne rycerstwo i szlachtę jako szlachetnych ludzi, dla których liczył się przede wszystkim honor i piękne damy. Cornwell obala jednak ten mit i pokazuje ówczesne czasy takimi, jakimi naprawdę były – mrocznymi, krwawymi i brutalnymi (a także dosłownie brudnymi, nawet wykształceni ludzie wierzyli bowiem, że kąpiele szkodzą zdrowiu). Opisy spektakularnych bitew, w których rycerze walczyli jeden na jednego wymachując lśniącymi mieczami także można włożyć między bajki.

- Miecze na niewiele wam się zdadzą w ciżbie na polu bitwy. Wasi wrogowie będą w płytowej zbroi, a tej nie przebijecie mieczem. Używajcie zatem dwuręcznych toporów! Powalcie parszywego dupka na ziemię, a potem przyklęknijcie draniowi na piersiach, podnieście przyłbicę i wpakujcie mu nóż w kaprawe oko! […] Chyba, że parszywy dupek jest bogaty. W takim wypadku bierzecie go do niewoli.

I tak oto wizja honorowej walki rozwiewa się szybciej niż dym na wietrze. W powieści nie brak szczegółowych opisów takich potyczek, co z pewnością spodoba się fanom batalistyki, choć może niekoniecznie przypadnie do gustu pozostałym czytelnikom.

Cornwell z rozmachem stworzył pasjonującą powieść, której zakończenia można się wprawdzie domyślać (w końcu z faktami historycznymi nie da się spierać), nie zmniejsza to jednak przyjemności czytania ani nie odbiera fabule pomysłowości. Choć od samego początku sympatia czytelnika kierowana jest ku armii angielskiej, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę, że Cornwell jest Brytyjczykiem, na szczęście autor powstrzymał się od patosu i gloryfikowania Anglików. Po każdej ze stron można znaleźć zarówno tych „dobrych”, jak i tych „złych”, a sam pisarz nie broni także na siłę raczej wątpliwej racji Henryka V, który najechał wówczas Francję, twierdząc, że ma prawo do jej korony.

„Pieśń łuków” jedynie utwierdziła mnie w przekonaniu, że Bernard Cornwell to jeden z najwybitniejszych pisarzy powieści historycznych, dlatego serdecznie polecam Wam jej lekturę.

A oto jak sam autor zachęca do sięgnięcia po tę książkę:



Za egzemplarz książki do recenzji serdecznie dziękuję Wydawnictwu Esprit

54 komentarze:

  1. A ja Cornwella dotychczas nic, ale to nic...
    Swoją drogą, niezły ma facet rozstrzał - tu piąty wiek, tam piętnasty... Musi, wszechstronną ma bardzo wiedzę, albo ma dobry "research";-) Może wywiad z nim przeprowadzisz i zapytasz?...:-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie rozstrzał czasowy jest niezły, ale za to skupia się w zasadzie jedynie na historii Wysp Brytyjskich :)
      Oj, uwierz chciałabym jak nie wiem, ale niesamowicie trudno dostać się do tego Pana, na wszelkie pytania odpowiada jedynie na forum na swojej stronie ;)

      Usuń
  2. Opis bardzo fajny i wyczerpujący, ja jednak chyba wolę oglądać filmy historyczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co wiem, ma powstać film na podstawie tej książki, więc może on skusi Cię do jej lektury :)

      Usuń
    2. Może rzeczywiście film pomógłby rozsławić tą książkę. Wiele osób odrzuca ją ze względu na samą tematykę. Pewnie zrobiłabym to samo, gdyby nie pochwały bloggerów. :)

      Usuń
  3. Nie słyszałam o tym autorze, ale zachęciłaś mnie recenzją więc tę książkę na pewno przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam strasznego hopla na punkcie tej książki - czeka na półce od ponad roku, ale nie mam czasu, by się nią rozkoszować! A bitwa pod Azincourt fascynuje mnie od dłuższego czasu - wszystko za sprawą interesującego dokumentu na Discovery Historia. Koniecznie muszę przeczytać!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei mam ogromną słabość do historii Wysp Brytyjskich, więc powieści Cornwella mogłabym jeść łyżkami :) A ta książka jest naprawdę dobra!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Historia to mój konik, ale ta książka - nie. Nie jest zła - co to to naprawdę nie - ale uważam, że wiele lepszych pozycji książkowych czeka na kontakt z mym wzrokiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy też od tego, z którego okresu historia najbardziej Ci odpowiada. Dla mnie Cornwell jest rewelacyjny :)

      Usuń
    2. Ha! Toż "Pieśń łuków" zaczyna się niemalże od sceny palenia heretyków :) Może się jednak skusisz :)

      Usuń
    3. W najgorszym przypadku ograniczę się do lektury jednej sceny. ;)

      Usuń
    4. Dobre będzie, gdy w końcu uda mi się tą książkę znaleźć...

      Usuń
    5. Skoro nie możesz znaleźć to możę warto zainwestować i kupić :)

      Usuń
    6. Najpierw podręczniki, potem inne książki. :P

      Usuń
    7. Podręczniki to faktycznie wydatek rzędu kilku stówek, niestety ;/

      Usuń
  6. brzmi zachęcająco :)
    nieszczególnie często sięgam po książki tego typu, ale może zrobiłabym wyjątek
    pomyślę ;]

    OdpowiedzUsuń
  7. Uparcie wracasz do Cornwella :) W swojej tematyce autor na miarę Kinga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak tak tak. Uwielbiam jego książki, bo jest naprawdę świetny w tym, co robi :)

      Usuń
  8. Przeczytałam "Zimowego monarchę" i bardzo chętnie przeczytam kolejne książki tego autora. Ta także bardzo mnie zaciekawiła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała Trylogia Arturiańska jest świetna, ale "Pieśń łuków" chyba nawet bardziej przypadła mi do gustu, bo ma tylko jeden tom, więc pochłania się ją naprawdę szybko :)

      Usuń
    2. O, może też przeczytam ,,Zimowego monarchę" :)

      Usuń
  9. Odstraszają mnie opisy walk i wszelkich szczegółów, dotyczących broni itd. Nie wiem czy odnajdę się w takim klimacie. Najpierw muszę przeczytać "Zimowego monarchę", którego kupiłam już dawno temu, a może potem sięgnę po tę książkę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro "Zimowy monarcha" już leży na Twojej półce, to pozostaje mi tylko życzyć Ci przyjemnej lektury :) Opisy walk wprawdzie mogą zniechęcać osoby, które za nimi nie przepadają, ale pozostałe wątki je wynagradzają :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Liczę na to, bo "Zimowego monarchę" kupiłam pod wpływem impulsu, mam nadzieję, że dobrze zrobiłam :)

      Usuń
  10. O rety kolejna książka do której mnie zachęciłaś tylko czasu brak żeby to wszystko przeczytać :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, mam już tyle, że nie nadążam czytać :)

      Usuń
    2. Ja nawet z szukaniem nie nadążam. ^^

      Usuń
    3. Albo inaczej - biblioteki z nabywaniem odpowiednich książek. ;P

      Usuń
    4. Jak tyle nowych książek to co się dziwić ;)

      Usuń
  11. Jeszcze nie miałam okazji poznać tego pisarza, a książki tym bardziej. Po Twojej recenzji mam ochotę sięgnąć po nią, choć wiem, że nie leży w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czasem warto się przełamać i sięgnąć po coś innego, a nóż zagustujesz w powieściach historycznych? ;)

      Usuń
  12. Za książkami historycznymi nie przepadam, ale ta zapowiada się dosyć... przygodowo ;) Chyba zaryzykuję, mam nadzieję, że historia będzie przedstawiona w przystępny dla mnie sposób :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Dlaczego ja nie słyszałam o tej bitwie? Jestem w szoku! A książka może być fajna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem Aniu :) Ale ja bardziej pamiętam ją ze studiów niż z LO, więc może się za bardzo nasza pani od historii nad tym nie rozwodziła :P

      Usuń
    2. U nas też nie było o tym mowy...

      Usuń
    3. Okrojona historia standardem.

      Usuń
  14. W sam raz do ekranizacji! A skoro twierdzisz że już o tym myślą to tym bardziej muszę jak najszybciej przeczytać, zarówno tą książkę jak i jakieś opracowanie historyczne o tym żeby wyrobić sobie zdanie na temat "jak mogło byc na prawde"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko boję się, żeby nie spłycili tej książki i nie powstał taki hollywoodzki "twór" pełen pseudo patosu i latających flaków :(

      Usuń
    2. O to nietrudno, jeśli brak odpowiednich nakładów finansowych, bardzo bogatej wyobraźni i właściwego człowieka na właściwym miejscu w postaci reżysera.

      Usuń
  15. Jest to bardzo możliwe, często zdarza się że film kręci się wokół samej walki, nie pokazując całej otoczki. To byłaby duża strata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało jest filmów, które ukazują realia książki, tak na prawdę , niestety... ;/

      Usuń
    2. Dlatego lepiej sięgnąć po książkę. Albo i po to, i po tamto.

      Usuń
    3. Najpierw lepiej po książkę, zdecydowanie :) zresztą na film pewnie przyjdzie nam jeszcze poczekać...

      Usuń
    4. Tak, ja woolę książkę najpierw, a potem film :)

      Usuń
    5. Ja również. Film spłyca wyobraźnię donośnie książkowych realiów.

      Usuń
    6. Poza tym nie odzwierciedla tego czegoś, co przeżyjesz, czytając książkę

      Usuń
  16. książka jest ciekawa i godna przeczytania, bo dobrze napisana. Jedyne co mi przeszkadzało to pewna jej tendencyjność. W tej powieści każdy prawie ksiądz/ duchowny to zło wcielone, pobicie osoby duchownej zaś dla postaci pozytywnych to świetna rozrywka. :) Zresztą każda postać pozytywna w tej książce ma o duchownych złe zdanie, to się robi z czasem nudne. Nie przeczę że duchowieństwo w średniowieczu było zepsute bo to prawda, jednak też były różne postawy, duchowni co by nie mówić stanowili ówczesną elitę i nie wszyscy z pewnością byli prymitywami tylko śliniącymi się na widok młodych dziewcząt i sadystami. Tak samo Francuzi to w ogromnej większości stado prymitywnych zwierząt, co innego Anglicy. W końcu tą książke napisał Anglik.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę się z tym nie zgodzić, ale muszę przyznać, że mam do Cornwella taką słabość, że jestem w stanie wybaczyć mu wszelką tendencyjność:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...