czwartek, 26 lipca 2012

"Panowie Północy" Bernard Cornwell

Panowie północy, Bernard Cornwell
Wojny Wikingów. Tom 3
Instytut Wydawniczy Erica, 2012
Niewielu jest pisarzy, którzy potrafią z takim rozmachem stworzyć fascynującą powieść historyczną, jak czyni to Bernard Cornwell. Od chwili, gdy w moje ręce trafiła „Trylogia Arturiańska”, z niecierpliwością wypatruję każdej jego kolejnej książki. 

I choć zbeletryzowana opowieść o królu Arturze podbiła moje serce, cykl „Wojny Wikingów” okazał się jeszcze lepszy. W chwili obecnej w skład serii wchodzi sześć obszernych tomów, a sam autor zapytany raz o ich końcową ilość z rozbrajającą szczerością stwierdził: „Nie jestem pewny, ile ich będzie – może siedem? A może osiem?”. Osobiście mam cichą nadzieję, że powstanie ich jeszcze więcej. W Polsce w czerwcu bieżącego roku nakładem Instytutu Wydawniczego Erica ukazał się trzeci tom cyklu, „Panowie Północy”.

Akcja powieści toczy się w drugiej połowie IX wieku w Brytanii targanej nieustającymi wojnami – zarówno z pobudek politycznych, jak i religijnych. W ówczesnym czasie wyspa była podzielona na liczne niewielkie księstwa i królestwa, zamieszkane głównie przez Sasów, którzy uważali się już za prawowitych mieszkańców tych ziem, i Wikingów, najeźdźców z Danii, którzy w większości stanowili już kolejne pokolenie ludzi osiadłych na tych terenach.

Fabuła „Panów Północy” stanowi bezpośrednią kontynuację wydarzeń opisanych w poprzedniej części cyklu, „Zwiastunie burzy”. Gdy wojna z Wikingami o Wessex dobiega końca, Uhtred Ragnarson postanawia opuścić służbę u anglosaskiego króla Alfreda i udać się na Północ, gdzie został wychowany przez duńskiego możnowładcę, Ragnara Starszego. Pragnie pomścić śmierć przybranego ojca, który w zdradziecki sposób został zamordowany przez innego duńskiego jarla, Kjartana Okrutnego. Podczas podróży spotyka jednak młodego i nieco naiwnego władcę niewielkiej krainy, i na skutek dosyć niepomyślnego przypadku jest zmuszony złożyć mu przysięgę wierności. Jednak wpływ, jaki Uhtred ma na króla oraz fakt, że jest zatwardziałym poganinem, jest solą w oku otaczających władcę księży. Wkrótce okazuje się, że na rodzinnej Północy wróg czyha z każdej strony, a oddanych przyjaciół nagle zrobiło się naprawdę niewielu.

Cornwell z niewiarygodną precyzją odmalowuje przed oczami czytelnika realia wczesnego średniowiecza. Dotyczy to zarówno kwestii militarnych – opisy bitew, pojedynków i rynsztunku wojownika, jak i społecznych – opisy codziennego życia, uczt, wieców czy podejścia do higieny osobistej. Osoby, które nadal uważają, że królowie zamieszkiwali wspaniałe zamki, jadali na złotych talerzach oraz byli piękni jak modele i mądrzy jak sam Salomon, z pewnością czeka spore zaskoczenie. Jednak nawet czytelnicy, którzy wiele na temat tej epoki wiedzą, z pewnością odkryją wiele nowych informacji, np. przedstawienie losów ówczesnych niewolników – handel ludźmi był niezwykle powszechny, a co gorsze legalny. Nie ma co ukrywać, średniowiecze to czas okrutny, gdzie życie ludzkie nie było wiele warte, a nierówność społeczna (zarówno pod względem pochodzenia, majątku, czy płci) powszechnie akceptowana. Z drugiej strony, chyba nigdy tak jak wtedy nie liczył się honor, za który bez wahania oddawano życie.

Obok intrygującej fabuły i oddaniu realiów świata przedstawionego, jednym z największych atutów powieści są jej bohaterowie. Żadna postać nie jest z gruntu zła lub dobra, tak jak w życiu nic nie jest tu czarno-białe. Niemal wszystkimi ważniejszymi postaciami w pewnym momencie targają dylematy natury moralnej lub religijnej. Władca musi zadecydować, czy szansa na uratowanie królestwa warta jest złamania przysięgi. Była zakonnica – czy powrócić do klasztornego życia, czy cieszyć się złudną wolnością w świecie, gdzie kobieta musiała do kogoś należeć, a życie na własną rękę było dla niej nieosiągalne. Głównym bohaterem także nieustannie targa konflikt wewnętrzny – choć urodził się w chrześcijańskiej, saskiej rodzinie, i czuje się Duńczykiem – to z Wikingami wiążą go więzy przyjaźni i wiara w Thora, Odyna i inne skandynawskich bóstwa. Musi jednak walczyć po stronie Anglosasów, gdyż to ich królowi złożył przed laty przysięgę wierności. Złamać dane słowo było w ówczesnym czasie społecznym samobójstwem, wiarołomca nie liczył się, nie miał przyjaciół, nikt mu nie ufał.

Podobnie jak w poprzednich tomach, ważną kwestią poruszoną w powieści jest ścieranie się chrześcijaństwa z wiarą w innych bogów. Opowieść przedstawiona z punktu widzenia poganina Uhtreda, patrzącego wyjątkowo nieprzychylnie na chrześcijaństwo, jest naturalną koleją rzeczy nieco stronnicza. Niemniej jednak obraz ówczesnego duchowieństwa przedstawia się wyjątkowo nieprzyjemnie. Większość przedstawionych księży to fanatycy ogarnięci nienawiścią do pogan bądź pazerni chciwcy żądni władzy. W trakcie lektury można także natrafić na postaci kilkorga świętych, a porównanie ich życiorysu przedstawionego w powieści oraz tego powszechnie znanego, z pewnością dostarczy dobrej rozrywki.

Bardzo spodobało mi się (choć w moim przypadku może to być skrzywienie zawodowe) przedstawienie przenikania się obydwu języków – saskiego i duńskiego. Zwłaszcza zainteresował mnie pod względem lingwistycznym fragment, w którym jest mowa o tym, jakie słownictwo Sasi przejęli od Duńczyków i odwrotnie. W mikroskopijnym stopniu jesteśmy więc świadkami procesu, w wyniku którego powstał język angielski.

Cornwell nie tylko nie rozmienia się na drobne, ale z każdym kolejnym tomem cyklu potwierdza swój pisarski talent. „Panowie północy” to zdecydowanie najlepsza część „Wojen wikingów”, a ja z niecierpliwością wypatruję już kolejnej odsłony losów Uhtreda Ragnarsona. Cały cykl „Wojny Wikingów” serdecznie polecam wszystkim miłośnikom książek historyczno-przygodowych.

Przeczytaj także recenzje pozostałych książek Bernarda Cornwella:

Za udostępnienie książki serdecznie dziękuję Instytutowi Wydawniczemu Erica


27 komentarzy:

  1. Czytałam, choć mi podobała się trochę mniej niż tobie. Nie zmienia to jednak faktu, że Beranrd Corwnwell to mój ulubiony autor powieści historycznych!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój także, w ogóle już od trylogii arturiańskiej jestem jego obłędną fanką :)

      Usuń
    2. Muszę w takim razie sięgnąć po nie

      Usuń
  2. nadal póki co nie miałam styczności z twórczością tego autora
    jednak po tylu pozytywach na temat jego książek w swoim czasie nadrobię zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wojny wikingów to zdecydowanie nie moje klimaty. Chyba zmęczyłabym się przy tej książce. Bardzo rzadko czytam powieści historyczne, ale będę o tej książce pamiętać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że powieści historyczne trzeba po prostu lubić i nie każdemu przypadają do gustu. Nie ma się więc co zmuszać, choć może kiedyś zmienisz zdanie ;)

      Usuń
  4. Bardzo się cieszę, że trzeci tom jest najlepszy, bo jest ciągle przede mną. Myślę, że rozterki głównego bohatera i jego niechęc do chrześcijaństwa - zważywszy na drogę jaką przeszedł - ukazane są bardzo realnie. Ciekawi mnie na jaką ostatecznie wersję siebie główny bohater się zgodzi. Cykl jest świetny i z pewnością nikt kto tylko raz zerknie -się nim nie zmęczy;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po tym tomie wiadomo, przy której z religii opowie się w ostatnich latach życia, ale nie będę zdradzać, by nie spojlerować ;)

      Usuń
    2. Już nie mogę się doczekać !

      Usuń
  5. Pomimo faktu, że na pierwszy rzut czytelniczego oka nie jest to książka o mojej ulubionej tematyce, tkwi we mnie jakaś doza entuzjazmu względem niej, która skłania moją osobę do wzięcia "Panów Północy" w swe dłonie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknij na poprzedni tom, może bardziej przypadnie Ci do gustu :)

      Usuń
    2. Owszem, bardziej do gustu mi przypada. ;)

      Usuń
  6. Nigdy nie przeczytałem żadnej książki tego autora, ale myślę, że w najbliższym czasie nadrobię zaległości:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto, bo Cornwell zdecydowanie plasuje się w czołówce pisarzy powieści historycznych ;)

      Usuń
  7. Jak akcja toczy się w Brytanii to ja zawsze chcę przeczytać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo, zwłaszcza jeśli dotyczy to Brytanii sprzed kilku/kilkunastu stuleci :)

      Usuń
  8. Od jakiegoś czasu odkrywam się na takie książki więc pewnie i za tą się porozglądam

    OdpowiedzUsuń
  9. Z każdą Twoją cornwellowską recenzją zbliżam się do przełomu, jeszcze trochę i naprawdę sięgnę po jakąś jego książkę, a to w moim beznadziejnym antyhistorycznym przypadku naprawdę coś:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy antyhistoryczny przypadek, w razie zmiany zdania, powinien sięgnąć po Cornwella, bo skoro zaczynać, to od najlepszych :)

      Usuń
  10. Super, jak o Wikingach to może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie słowo "Wiking" nieco mnie odstrasza. ;)

      Usuń
    2. A mnie wręcz przeciwnie ;D

      Usuń
  11. Mam w domu całą trylogię arturiańską i od długiego już czasu nie mogę się do niej zabrać. A z każdej strony czytam same pozytywne recenzje. O tej serii autora nie słyszałam, ale jak w końcu się przemogę i mi się spodoba to może i za ten cykl się zabiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wprawdzie "Wojny wikingów" są lepsze od Trylogii Arturiańskiej, ale ona także bardzo mi się podobała, więc nie ma się co zastanawiać - czytaj :)

      Usuń
  12. Cała seria zdecydowanie wpisuje się na moją listę 'do przeczytania'. Widzę zachwyty wielu czytelników więc Bernard Cornwell musi coś w sobie mieć. Już dawno nie czytałam porządnej powieści historycznej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, ma nie coś, ale COŚ i to dużo tego :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...