Przejdź do głównej zawartości

"Starcie królów" George R.R. Martin

Tytuł Starcie królów 
Tytuł oryginalny A Clash of Kings 
Autor George R.R: Martin 
Seria Pieśń Lodu i Ognia 
Tom 2 
Wydawnictwo Zysk i S-ka 
Data wydania 2000
(wznowiona w 2011) 

Stron 928 
Gdy skończyłam lekturę Gry o tron, w mojej głowie natychmiast pojawiły się dwa pytania – „gdzie położyłam drugi tom?” oraz „czy będzie on równie dobry jak pierwszy?” Książkę szybko odnalazłam, zaczęłam czytać i… ocknęłam się kilka godzin później. Starcie królów, kolejna część cyklu Pieśń Lodu i Ognia, w pełni spełnia pokładane w niej nadzieje, a trzeba przyznać, że poprzeczka została postawiona w pierwszym tomie niezwykle wysoko.

Nie będę zdradzać szczegółów fabuły, by nie psuć niespodzianki tym czytelnikom, którzy za lekturę sagi dopiero się zabierają. Zdradzę jedynie, że autor wprowadza nowych bohaterów, a niektórzy poznani w pierwszym tomie niestety giną. Lepiej poznajemy także tereny w poprzedniej części jedynie wspomniane. Rozwinięta zostaje historia Dany, a dzięki Jonowi poznajemy świat za Murem. Wątki fantastyczne pojawiają się coraz częściej, nie jest to jednak czary-mary za pomocą różdżki, ale przede wszystkim elementy dawnej, pierwotnej magii. Okazuje się bowiem, że chociaż większość bohaterów powieści nie wierzyła w jej w istnienie, ta nie tylko nie zniknęła, ale ma się wręcz znakomicie. W przeciwieństwie do pierwszego tomu sagi, gdzie magia wprawdzie była obecna, ale zaledwie gdzieś w tle, w Starciu królów niejednokrotnie odgrywa znaczącą rolę w istotnych wydarzeniach, choćby w jednej z bitew. Nie tylko tajemne moce się ujawniają, okazuje się, że istoty uważane za legendarne lub wymyślone także istnieją. I już niedługo ma się o tym przekonać całe Westeros.
Martin nadal stosuje narrację z punktu widzenia różnych postaci, co jest zabiegiem nie tylko interesujących, ale pozwala również na zgrabne przeskakiwanie między różnymi wątkami bez wprowadzania wrażenia chaosu. Jestem nieustannie pod wrażeniem pieczołowitości, z jaką stworzeni zostali poszczególni bohaterowie. Nie są to płytkie szablonowe postaci, ale głęboko przemyślane, wielowymiarowe osoby, które dają się poznać zarówno z dobrej, jak i złej strony. Nikt ani nic nie jest ty czarno-białe, nic nie jest jednoznaczne. Okazuje się, że nawet w łotrze można znaleźć pozytywny pierwiastek, ci dobrzy bohaterowie wcale nie są tak krystaliczni, zaś „dzicy” ludzie potrafią być bardziej cywilizowani niż sam książę.

Odniosłam wrażenie, że powieść stała się bardziej brutalna i krwawa. Słownictwo używane w dialogach i liczne sceny erotyczne mogłyby zgorszyć niejednego wrażliwego czytelnika. Biorąc jednak pod uwagę, jak pięknie i elegancko potrafi pisać George R.R. Martin, zastanówmy się, czemu zdecydował się na zastosowanie tak licznych wulgaryzmów i czy były one niezbędne. W książce widzimy brutalny, pełen przemocy świat, gdzie napady, morderstwa czy zbrojne ataki są na porządku dziennym. Czy więc mamy prawo wymagać od ludzi żyjących w takich warunkach nieskazitelnego języka? Nie sądzę. Dzięki tym zabiegom historia zyskuje na wiarygodności i nadaje powieści specyficzny klimat.

Jestem przekonana, że większość osób, które rozpoczęły lekturę Pieśni Lodu i Ognia, sięgnie po drugi tom natychmiast po zakończeniu pierwszego. Jeśli jednak ktokolwiek się waha, szczerze do tego zachęcam, bo naprawdę warto.

Moja ocena: 6/6

Recenzja ukazała się na portalu:

Komentarze

  1. Podobają mi się Twoje recenzje, a George Martin wymiata!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele