Przejdź do głównej zawartości

"Zły brzeg" Piotr Patykiewicz

"Zły brzeg" to debiut literacki Piotra Patykiewicza i jak dotąd moja ulubiona z jego książek. To także dowód na to, że nie musimy bać się o przyszłość naszej polskiej powieści fantasy.
Choć nie zostało to sprecyzowane, można odnieść wrażenie, że akcja rozgrywa się w czasach wczesnego średniowiecza na południowym i północnym brzegu Bałtyku. Widać bardzo silne elementy słowiańszczyzny, nadające powieści świetny klimat. Widzimy więc całą plejadę postaci z dawnych wierzeń i podań - od utopców poczynając na strzygach kończąc. Cały świat przesycony jest magią, jednocześnie jednak nie jest to świat zupełnie pogański, bowiem pojawia się w nim także postać biskupa. Przyznać jednak należy, że ten świat dziki i magiczny jest dużo bardziej pociągający, a elementy chrześcijańskie pojawiają się jedynie kilkakrotnie, a biskup jest zdecydowanie przeciwny głównemu bohaterowi.
No właśnie, główny bohater - Żarek, od którego wszystko się zaczęło. To on pierwszy odkrył ślady powracającego zła w postaci odchodów pozostawionych w krzakach przez wilkołaka. To on wbrew wszystkim uratował od śmierci niebezpieczną, ale jakże pociągającą Północnicę, Gudrun. To on wreszcie jako jedyny zdecydował się opuścić swą rybacką wioskę i wyruszyć na daleką północ, aby zmierzyć się z przeznaczeniem.

Na pierwszy rzut oka można pomyśleć, że to nic nowego, nic specjalnie ciekawego. Jednak ta dosyć prosta historia zyskuje kilkakrotnie dzięki niezwykłemu humorowi i ironii, jakimi raczy nas Patykiewicz. Nie ma tu sztucznego patosu, tak często widocznego w momencie, gdy bohater ratuje świat. Jest także miejsce na głębszą refleksję nad ludzką naturą... W pewnym momencie bowiem okazuje się, że nic tu nie jest czarno-białe, ani postaci ani wybory przez nie podejmowane. Dotyczy to nie tylko głównych bohaterów - Żarka i Gudrun, ale także całej plejady wybornych postaci drugoplanowych, jak wiedźma Lubicha, Rudawka czy... Diabeł, który zdaje się być bardziej ludzki od większości ludzi

Komentarze

  1. Pewno nie przeczytam ale gdybym miała dzisiaj znów naście lat z pewnością bym przeczytała, gdyż w swoim czasie byłam wielbicielką baśni, podań, legend i mitów i sie w nich rozczytywałam.))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydana w 2006 roku, ale okładka nasuwa mi na myśl amerykańskie lata 80.

    Fabuła książki nie zachęca mnie do jej lektury - jestem krytyczna wobec fantasy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele