Przejdź do głównej zawartości

"Ani słowa prawdy. Opowieści o Arivaldzie z Wybrzeża" Jacek Piekara


Moja przygoda z Piekarą rozpoczęła się właśnie od „Ani słowa prawdy i to dzięki niej sięgnęłam po pozostałe książki autora. Jest to zbiór dziesięciu opowiadań o czarodzieju Arivaldzie. Czarodzieju nietuzinkowym i zdecydowanie odbiegającym od postaci magów, którzy zwykle pojawiają się w literaturze fantastycznej.

Po pierwsze, został magiem niejako przez przypadek. Naprawdę nazywał się Penszo i był wędrownym bardem i najemnikiem (to już samo w sobie interesujące zestawienie). Pewnego dnia poznał maga z Silmaniony, Tajemnego Bractwa, i postanowił mu towarzyszyć w wędrówce. Pech chciał, że pewnego dnia jego towarzysz po prostu umarł. Penszo postanowił więc zaopiekować się jego różdżką oraz Księgą Czarów.

Gdy zaciekawiony zajął się lekturą owej księgi, okazało się, że ma w sobie niezwykłą moc i po pewnym czasie prób i błędów opanował część umiejętności magicznych. Przyjął wtedy imię Arivald i od tej pory podróżował jako mag.

Po drugie, w przeciwieństwie do większości magów, bohater powieści często wolał zawierzyć sile swych mięśni niż czarom. A siły miał co nie miara – w końcu przez wiele lat był tym najemnikiem, a to do czegoś zobowiązuje.
Po trzecie, zamiast zgłębiać tajniki magii w bibliotekach lub udzielać się w dyskusjach politycznych, Arivald zdecydowanie wolał towarzystwo pięknych kobiet i buteleczkę krasnoludzkiego spirytusu.

Przygody Arivalda utrzymane są w lekkim, żartobliwym, a jednocześnie ironicznym tonie. Książkę czyta się szybko (nawet zbyt szybko!) i niezwykle przyjemnie. Opowiadania o przygodach Arivalda mogę szczerze polecić jako sposób na przyjemne popołudnie z lekką książką. Należy jednak zaznaczyć, że znacznie odbiegają one od stylu serii o Mordimerze Madderdinie czy powieści "Necrosis", ponieważ od początku do końca można je potraktować z dużym przymrużeniem oka. Piekara zachwyca świetnym poczuciem humoru i ciętym językiem.

Komentarze

  1. Były najemnik lubiący kobiety i mocne trunki - faktycznie nietuzinkowy z niego czarodziej:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

TOP 10: powieści Stephena Kinga

Wrzesień okrzyknęłam samozwańczo miesiącem Stephena Kinga, dlatego warto podsumować jego koniec zestawieniem najlepszych powieści Mistrza. A konkretnie, najlepszych w moim prywatnym rankingu. Ich kolejność jest bardzo umowna, bo uwielbiam wszystkie, a pewna jestem tylko pierwszej trójki, reszta mogłaby stanąć obok siebie na czwartym miejscu na podium.
1. "To" (moja recenzja)

Jedna z pierwszych powieści Kinga, jaką czytałam. Zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nawet po latach nie czułam się komfortowo w towarzystwie klaunów, a już z pewnością nikt nie przekonałby mnie, że są zabawni i nieszkodliwi... Odświeżałam ją kilka miesięcy temu i mimo upływu lat, nadal zdała egzamin z przyprawiania o gęsią skórkę.

Top 10 najlepszych horrorów

31 października to dobry dzień, by sięgnąć po dobry horror. Do wieczora pozostało jeszcze kilkanaście godzin, macie więc czas na skombinowanie odpowiedniej książki. Po co warto sięgnąć?
Właściwie to mogłabym ułożyć cały ranking składający się z powieści Stephena Kinga. Jednak aby nie być monotematycznym, starałam się wybrać książki różnych autorów i w różnych klimatach. Łączy je jedno - groza i gwarantowane ciary na plecach podczas lektury.

Czym kolorować, czyli przegląd kredek, cienkopisów i wszystkiego, co koloruje.

Od kilku miesięcy relaksuję się w towarzystwie kolorowanek dla dorosłych. Zaczęło się od jednego egzemplarza „Art deco” oraz zestawu kredek szkolnych, a obecnie mój domowy arsenał rozrósł się do czternastu kolorowanek oraz kilku zestawów kredek, cienkopisów i mazaków. Dzisiaj dzielę się wrażeniami, co najbardziej mi się przydaje, a czego nauczyłam się unikać. Może Was zainspiruję? 
Narzędzi służących do kolorowania jest mnóstwo, poczynając od tradycyjnych kredek i farb, poprzez cienkopisy, a na żelowych długopisach kończąc. Sama korzystam z pięciu: 1.Kredki 2.Cienkopisy 3.Długopisy żelowe 4.Mazaki 5.Pastele